MacKenzie: Mit funkcjonalnych finansów: Mises kontra Lerner

20 maja 2011 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 17

Autor: D.W. MacKenzie
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jędrzej Kuskowski
Wersja PDF

Tłumaczenie opublikowane pierwotnie na liberalis.pl

 

Zaznajomieni z historią dwudziestowiecznej myśli ekonomicznej wiedzą o dominacji „ekonomii keynesowskiej” po drugiej wojnie światowej. Choć zwykle sławi się Johna Maynarda Keynesa za przemianę ekonomii, wiele z powojennej teorii keynesowskiej zawdzięcza swój rozwój jego uczniom i interpretatorom.

Chyba z nich wszystkich najważniejszym był ekonomista urodzony w Rumunii — Abba P. Lerner. Książka Keynesa Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza spopularyzowała ideę, że w gospodarce rynkowej istnieje tendencja do utrzymywania się wysokich poziomów bezrobocia. Często przypisuje się Keynesowi promowanie wydatków państwowych i deficytów w celu walki z bezrobociem. To jednak Abba Lerner rozwinął tę część keynesowskiego programu.

Keynes rzeczywiście sugerował upaństwowienie części inwestycji przez demokratycznie wybranych biurokratów. To miałoby rozwiązać problem bezrobocia w kontekście demokratycznego społeczeństwa. Keynes nigdy jednak nie wypracował szczegółów tego, jak to miałoby działać. Lerner (1943) zaproponował program „funkcjonalnych finansów”, mający przeciwdziałać cyklowi koniunkturalnemu.

Zgodnie z tą propozycją urzędnicy państwowi zmniejszaliby wpływy z podatków i/lub zwiększali wydatki podczas recesji. To wepchnęłoby budżet pod kreskę. Rządowe pożyczki zwiększyłyby całkowity popyt i zmniejszyły bezrobocie. Lerner wierzył, że nadwyżka planowanych oszczędności nad planowanymi inwestycjami powoduje bezrobocie. Politycy mogą rozwiązać problem, wchłaniając nadmierne oszczędności przy pomocy większego deficytu budżetowego.

Oczywiście to prowadziłoby do przyrastania długu publicznego. Rozwiązanie Lernera było proste. Po wyjściu gospodarki z kryzysu i powrocie dobrej koniunktury politycy mogliby zwiększyć wpływy z podatków i/lub obciąć wydatki. To przyniosłoby nadwyżkę budżetową i spłaciłoby dług. Tak oto politycy mieliby równoważyć budżet w okresie całego cyklu koniunkturalnego.

Keynes opublikował swoją książkę siedemdziesiąt lat temu, upłynęło więc wystarczająco dużo czasu od tamtego momentu, by przeanalizować wpływ pracy jego i jego uczniów. Wielu ekonomistów krytykowało keynesowską politykę fiskalną od czasu, gdy Lerner wypracował swoją propozycję funkcjonalnych finansów. Milton Friedman twierdził, że używanie polityki fiskalnej poddane jest „długim i zmiennym opóźnieniom”.

Zdaniem Williama Nordhausa (1975) użycie polityki fiskalnej stworzyłoby „polityczny cykl koniunkturalny”. James Buchanan zaatakował keynesizm jako niszczący dyscyplinę fiskalną w polityce amerykańskiej. To poprawne odpowiedzi na Lernera i Keynesa. Lecz niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że Ludwig von Mises wysuwał poważne argumenty przeciw propozycjom tego typu ponad dziesięć lat wcześniej, niż książka Keynesa została opublikowana. Mises już w 1922 przeanalizował skutki demokratycznej kontroli inwestycji.

Uspołecznienie inwestycji oznaczało dla Misesa, że „decyzje w sprawie polityki kapitałowej będą podejmowane przez społeczność — natychmiastowo przez administrację, ostatecznie przez wszystkich obywateli” (1922, s. 179). Mises zauważył, że w kapitalizmie decyzja inwestycji należała do „obrotnych i dobrze uposażonych”. Publiczna kontrola nad inwestowaniem oznaczałaby, że stopa oszczędności byłaby zależna od „każdego — bez różnicy — a więc także i od próżniaka i hulaki” (ibidem).

Mises pokazał, że „motywacja zapewniająca lepszy standard życia w zamian za oszczędzanie będzie nieobecna”, gdyż prywatne odsetki nie mają wpływu na publiczne decyzje dotyczące oszczędzania i inwestowania. To ograniczenie tłumi formację kapitału i hamuje rozwój ekonomiczny:

 

Drzwi zostałyby wówczas otwarte demagogom. Opozycja zawsze będzie chętna, by pokazać, że można by przeznaczyć więcej środków na natychmiastowe korzyści, a rządowi będzie się opłacało utrzymywać dzięki szczodrym gestom (…) Zwykle nowy kapitał tworzony jest jedynie wtedy, gdy potrzebne fundusze pochodzą z oszczędności zwykłych obywateli. Bardzo rzadko zdarza się, by kapitał powstał z podatków czy specjalnych przychodów publicznych. Z drugiej strony, jakże wiele istnieje przykładów sytuacji, w których środki produkcji w posiadaniu organizacji publicznych straciły na wartości, ponieważ za bardzo skupiano się na bieżących potrzebach, zaniedbując tym samym utrzymywanie kapitału. (Mises, 1922, s. 179)

 

Mises nie ufał procesom demokratycznym w sprawach akumulacji kapitału. Lerner zaś wierzył, że można ufać odpowiedzialności polityków. Jasno widoczna różnica dzieli Misesa i Lernera. Lerner po prostu założył, że politycy wiernie podążaliby za radą profesjonalnych ekonomistów przy kształtowaniu polityki fiskalnej. Mises z kolei uwzględnił rzeczywiste korzyści i motywacje polityczne.

Jak na ironię, lepiej szło politykom stosowanie rad Lernera zanim je wysunął — potem je już tylko ignorowali. Administracje Hardinga i Coolidge’a spłaciły znaczącą część długu publicznego podczas boomu z 1923-1928 roku. Warren Harding spłacił dwa miliardy dolarów długu — i to nie spowalniając ożywienia po depresji z 1921 roku. Calvin Coolidge spłacił około dwa razy tyle co Harding. Nadwyżki Coolidge’a miały miejsce podczas boomu lat 20., tak jak to Lerner później zalecał.

Herbert Hoover od razu rozluźnił politykę fiskalną, gdy gospodarka zaczęła zwalniać — dokładnie tak jak postulował to później Lerner. Nadwyżka budżetowa z czasów Coolidge’a w wysokości miliarda dolarów wyparowała, gdy Hoover zwiększył wydatki, a wielki kryzys zmniejszył wpływy z podatków. Prezydentura Hoovera skończyła się deficytem w wysokości pół miliarda dolarów w 1931 i trzech miliardów dolarów w 1932 roku.

Za Roosevelta kontynuowana była polityka wielkiego deficytu, który wzrósł do trzech i pół miliarda dolarów. Coolidge, Hoover i FDR przetestowali program funkcjonalnych finansów na wiele lat przed jego sformułowaniem — i poległ on na polu przeciwdziałania cyklowi koniunkturalnemu. Z drugiej strony, Harding znacznie zmniejszył federalne wydatki (i podatki) w czasie depresji i stworzył nadwyżki. Lerner dzięki swojej propozycji zyskał co prawda sławę, lecz historia pokazała, że jego program nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem.

W powojennym świecie politycy wzięli na siebie większą odpowiedzialność za „zarządzanie” gospodarką. Ustawa o pełnym zatrudnieniu z 1946 uczyniła z makroekonomicznego zarządzania oficjalne zadanie rządu federalnego. Politycy poznali też lepiej ekonomię keynesowską. Pewnego razu prezydent Nixon oznajmił: „Teraz wszyscy jesteśmy keynesistami”.

Zdaje się jednak, że im więcej uczyli się politycy o ekonomii keynesowskiej, tym mniej byli skłonni słuchać jej zaleceń. Harry Truman był ostatnim prezydentem, któremu udało się spłacić jakieś większe długi. Od 1952 budżet federalny widział nadwyżki tylko przez kilka lat. Rząd utrzymywał deficyt przez prawie całe lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte.

Oszczędność republikańskiego Kongresu z 1994 z początku wydawała się ukrócić tendencję zwiększania długu, lecz prezydent Bush położył kres temu krótkiemu okresowi porządków domowych. Rząd nie tylko utrzymał deficyt podczas niemal każdego roku boomu w tym okresie, ale były to w ogóle jedne z największych deficytów, jakie występowały w latach boomu. Powinno być jasne, że politycy nawet nie starają się stosować programu funkcjonalnych finansów.

Niestety, Mises nie mylił się w swoich prognozach. Amerykańscy politycy próbowali utrzymać się przy władzy, hojnie rozdając pieniądze, niezależnie od wpływów z podatków. Rezultat: narastanie długów i brak środków na świadczenia społeczne. Tylko niewielką część wszystkich tych wydatków można zaliczyć do inwestycji kapitałowych.

Rząd federalny zainwestował co prawda w system autostrad, ale większość wydatków rządowych ma jednak na celu tymczasowe zwiększenie konsumpcji — tak, jak przewidział to Mises. Co więcej, Kongres zwiększył niedawno [artykuł z 2006 roku — przyp. red.] dopuszczalne maksimum długu publicznego z 8,2 biliona dolarów do oszałamiającej kwoty dziewięciu bilionów dolarów. Według programu funkcjonalnych finansów Lernera, rząd jest w stanie aktywnie zarządzać bezrobociem, nie zaciągając narastających długów. Prawie dziewięć bilionów dolarów długu Stanów Zjednoczonych dobitnie dowodzi absurdalności tej teorii.

Dług Stanów Zjednoczonych, razem z długami innych krajów, pochłania ogromne ilości kapitału finansowego. To hamuje tworzenie prawdziwego kapitału i sprawia, że standard życia jest niższy, niż byłby w innym przypadku. Tragiczna jest nie tyle sama sytuacja, w której się znajdujemy, ale fakt, że można było jej uniknąć. Nie trzeba było doświadczać na własnej skórze państwowego „zarządzania gospodarką” przy pomocy polityki fiskalnej, by dostrzec problemy związane z takim pomysłem. Nie trzeba nam też było czekać na dzieła Nordhausa, Buchanana i Friedmana, by dowiedzieć się, dlaczego polityka keynesowska jest zarówno niepotrzebna, jak i niebezpieczna. Mises wytłumaczył, że nie można ufać politykom u steru finansów państwowych już dawno temu, a dokładniej w 1922 roku.

Historia aktywnej polityki fiskalnej w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że to Mises — nie Lerner — rozumiał jego realia. Zalecenia keynesistów nie odniosły skutku tam, gdzie zostały wypróbowane, a do tego pomysł, że deficyty są „dobre dla gospodarki”, służył za usprawiedliwienie dla politycznie umotywowanej fiskalnej nieodpowiedzialności. Politycy z obu głównych partii ciągle zapewniają, że napędzą gospodarkę cięciami podatków i zwiększaniem wydatków. Jedynym polem, na którym Keynes i Lerner odnieśli sukces, to promocja fiskalnych ekscesów i spowolnienie formacji kapitału.

Choć najlepiej by było, gdybyśmy podążali za radą Misesa od samego początku, nie jest jeszcze za późno, by zacząć teraz. Zdawać by się mogło, że przywrócenie odpowiedzialności fiskalnej jest niemożliwe. W końcu za dzisiejszymi programami rządowymi stoją potężne grupy nacisku. Nie muszą one być jednak najważniejszymi siłami w walce o rozsądek finansowy. Jak pisał Mises, (1922, s. 459-460) „wszystko zależy od interpretacji i wyjaśnienia faktów, od idei i teorii. (…) Tylko ideami można zwalczać idee, a tylko idee kapitalizmu i [klasycznego] liberalizmu mogą zwyciężyć nad socjalizmem”. Tak samo tylko idee kapitalizmu i klasycznego liberalizmu mogą zwyciężyć nad ideą funkcjonalnych finansów.

____________________________

James M. Buchanan i Richard E. Wagner, Democracy in Deficit: The Political Legacy of Lord Keynes.

Milton Friedman, „The Lag Effect of Monetary Policy”,[W:] The Optimum Quantity of Money and Other Essays.

J.M. Keynes, 1936, The General Theory of Employment, Interest, and Money, Chicago: Aldine, 1969b, 237-60.

Lerner, Abba P., „Functional Finance and the Federal Debt”, Social Research 10 (February 1943): 38-51.

Ludwig von Mises, 1922[1936], Socialism, an Economic and Sociological Analysis, tłum. M. Kahane. Liberty Press, 1981.

William D. Nordhaus, „The Political Business Cycle”, Review of Economic Studies (April 1975).

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas

O Autorze:

D.W. MacKenzie

Pozostałe wpisy autora:

17 Komentarze “MacKenzie: Mit funkcjonalnych finansów: Mises kontra Lerner

  1. a ja mam takie pytanie offtopic. w pewnym artykule na temat sytuacji PIIGSprzeczytałem:

    Nie jest również wyjściem obniżanie prywatnej i publicznej konsumpcji, aby zwiększyć stopę oszczędności. Sektor prywatny może mniej wydawać i więcej oszczędzać, ale prowadzi to do zjawiska zwanego Keynesowskim paradoksem oszczędzania: spada PKB, a zadłużenie jako odsetek PKB rośnie.

    Czy ja dobrze rozumiem: Keynesiści nie chcą oszczędzać, bo wtedy psuje się ich miernik długu i pokazuje tendencje odwrotne do rzeczywistych albo jest w ogóle bezużyteczny? Takie pomylenie termometru z ciałem którego temperaturę się mierzy?

  2. Jak dla mnie podstawą, opoką itp. keynesizmu jest odwrócenie prawa Saya, z tego bierze się cały paradygmat o popycie globalnym, wydatkach oraz w końcu…szkodliwości oszczędzania.

    Ale jak już wielokrotnie można było usłyszeć, Keynes wcale nie obalił prawa Sayam tylko źle je zdefiniował, a tak naprawdę, to gdyby jego poglądy gospodarcze nie posowały paru interesariuszom rządowym, to pewnie aż takim znanym ekonomistą by nie został; bo kim innym kto wie, Hayek sam mówił, że to geniusz, tylko ma błędne teorie ekonomiczne:D

  3. hmm na wikipedii czytam, że:

    W gospodarce pieniężnej prawo Saya już nie działa : planowane oszczędności i inwestycje mogłyby być nadal traktowane jako równe sobie, gdybyśmy założyli, że istnieje mechanizm przywracający równowagę między nimi. Oznacza to, że moglibyśmy przyjąć występowanie ceny oszczędzania (stopy procentowej), której zmiany równoważyłyby planowane oszczędności i inwestycje. W realiach gospodarki pieniężnej występują jednak problemy z przyporządkowaniem tej roli stopie procentowej.

    raz, że trzeba by to jakoś mądrze (z bibliografią) poprawić; dwa, że nie wiem jakie to występują „problemy z przyporządkowaniem tej roli stopie procentowej”.. jakie są konkretne zarzuty i jakie są odpowiedzi austriaków?

  4. A wg mnie Keynes miał racje w tym sensie, że nie wszystkie wydatki rządowe są złe. Prywatne inicjatywy nigdy nie powstają tam, gdzie koszty są ogromne, ryzyko niepowodzenia spore, a okres zwrotu z inwestycji niezmiernie długi. Nikomu nie będzie się opłacało budować np. nowych kolei, autostrad czy podwodnych tuneli, bo na zwrot inwestycji musiałby czekać kilkadziesiąt lat.

  5. @JM

    Keynes byl kims czarujacym i bardzo lubil blyszczesc. Oczywiscie uciekal sie do roznych sposobow, aby moc byc podziwianym. Z prawem Saya, jak stwierdzil jego biograf lord Skidelsky, bylo tak, ze zmontowal jakas „kukle”, ktora nazwal prawem Saya, aby ja znokautowac. Mozna powiedziec, ze to byl oszust. Nie obchodzila go prawda. Byl etatowym kolektywista (w brytyjskim sensie tego slowa, jakie podal A. Dicey), ktory twierdzil, ze wie lepiej od innych. Skrytykowal teorie Misesa nawet ich nie czytajac. A ekonomisci glownego nurtu wszystko to kupili. Ciekawe sa wypowiedzi jego przyjaciol – np. lorda Kaldora i Hayeka. Niektore strasznie sprzeczne. Np. ponoc Keynes powiedzial do Koldora, ze zle by sie stalo i boi sie tego, gdyby wydatki publiczne przekroczyly 25% produktu narodowego. Ale jego spadkobiercy jakos sie tego nie bali i nie boja.

  6. Hayek byl nawet ostrzejszy. Mowil, ze Keynes to bardzo madry i blyskotliwy facet, ale IGNORANT, ktory nie przyswoil podstawowych lektur ekonomicznych!

  7. Robert – w sensie praktycznym masz rację, no ale co się dziwić że prywatni inwestorzy boją się takich projektów, jak jest prawie pewne, że w trakcie tego okresu państwo w którymś momencie im to znacjonalizuje, zamknie, zrestrukturyzuje, albo fizycznie zniszczy. Ale to jest trochę koło zamknięte, bo to jest tłumaczenie ograniczania rynku (przez inwestycje rządowe wypychające prywatne) tym, że… rynek jest już wcześniej ograniczony. W praktyce polityki oczywiście jest to problem niezmiernie trudny.

  8. @Robert
    „Nikomu nie będzie się opłacało budować np. nowych kolei, autostrad czy podwodnych tuneli, bo na zwrot inwestycji musiałby czekać kilkadziesiąt lat”

    i właśnie dlatego rząd który angażuje się w takie inwestycje działa nieracjonalnie.
    Co to znaczy że nikomu się nie opłaca finansować drogich i ryzykownych projektów? To znaczy że kapitału produkcyjnego jest na tyle mało iż znajduje on zaangażowanie w pierwszej kolejności bardziej pilne przedsięwzięcia, z punktu widzenia nas wszystkich. W momencie kiedy będziemy znacznie bogatsi cena kapitału spadnie tak iż zacznie się opłacać budować np. szybkie koleje itp. Siłowa interwencja nie jest w stanie przeskoczyć problemu braku kapitału.

  9. czego ja nie rozumiem w teorii keynsa to założenie że st. procentowa nie równoważy oszczędności z inwestycjami?

  10. “Prywatne inicjatywy nigdy nie powstają tam, gdzie koszty są ogromne, ryzyko niepowodzenia spore, a okres zwrotu z inwestycji niezmiernie długi. Nikomu nie będzie się opłacało budować np. nowych kolei, autostrad czy podwodnych tuneli, bo na zwrot inwestycji musiałby czekać kilkadziesiąt lat.”

    Tylko po którym z naszych rządów(i innych krajów) można oczekiwać, że wezmą się za robienie rzeczy, które strategicznie będą dobre dla nas wszystkich – a przynajmniej znakomitej większości z nas?

    Słuszna jest implikacja, że wykonanie mądrych, szeroko zakrojonych inwestycji potrzeba wielkich pieniędzy. To jednak nie powoduje, że słuszna będzie implikacja, że już mając te wielkie pieniądze wyda się je mądrze. A już wyjątkowo głupie będzie przeznaczenie tychże wielkich pieniędzy komuś kto sobie z tym nie poradzi.

    Piastowanie państwowej funkcji bynajmniej nie jest według mnie argumentem dowodzącym posiadania jakiejś nadzwyczajnej legitymacji, która sprawiałaby, że wydatek byłby dobrym wydatkiem, byłby inwestycją a nie wyborczą konsumpcją. Demokratyczne rządy muszą przecież zabiegać o obywateli, którzy teraz głosują. Musiałoby się trafić wyjątkowe szczęście aby politycy zatroszczyli się przyszłe dobra, o dostatek obywateli, którzy nigdy nie oddadzą na nich głosu. Można wręcz wyciągnąć wniosek, że tych wielkich pieniędzy rządy nigdy nie powinny dostać!

    Państwo posiada wielkie fundusze, te wielkie fundusze na pewno by pozwoliły wybudować autostrady, koleje i wiele innych szalenie potrzebnych rzeczy. Kwestia tego, że jeszcze trzeba te pieniądze właśnie na to przeznaczyć. Nie można tutaj zamienić skutku z przyczyną — normalnie wielkie pieniądze się posiada gdy coś faktycznie się wykonało i ludzie za to zapłacili, zatem docenili. Wtedy niejako dostaje się mandat na wykonanie rzeczy jeszcze większych. Co jest w dużej mierze słuszne, bo skoro wcześniej się nie zawiedliśmy, to prawdopodobne będzie, że dalej się nie zawiedziemy.
    Polityków jednak ma ten schemat nie dotyczyć. Dostają od podatników ogromne sumy aby dopiero w przyszłości się wykazać. Dlaczego jednak te pieniądze miałyby być mądrze wykorzystane? Po co mają tracić czas na roztrząsanie takich problemów, skoro swoje i tak zawsze dostaną.
    Samo posiadanie wielkich pieniędzy nie czyni nas Salomonami, to przedsiębiorcze działanie przynosi pieniądze. Rozumowanie w drugą stronę jedynie tworzy pozory rzeczy, jaki w istocie nie są.
    Bazuje to na powierzchownym spojrzeniu, że dwóch ludzi jest tak samo bogatych bo obaj posiadają domy za 1mln$. Co z tego jak jeden z nich kupił go za oszczędności a drugi na kredyt…

  11. Ludwig von Mises wydał kilkadziesiąt książek.
    Od której zacząć i które warto przeczytać?

    Doradzi mi ktoś?

  12. @Robert

    Wszystko staje się opłacalne, kiedy wydłuży się rozpatrywany okres, i staje się nieopłacalne w krótszym okresie. Przy budowie piramid egipskich śmierć poniosło wielu ludzi, a koszty ich budowy pewnie i tak już dawno zwróciły się Egipcjanom i to z nawiązką.

    Tak naprawdę to nawet nie jestem do końca przekonany, czy w taki sposób należy określać opłacalność inwestycji. Przypuśćmy, że za 100 tys. sadzę drzewka pomarańczowe. Posadziłem je w nieodpowiednim miejscu albo popyt na pomarańcza drastycznie spadł, cokolwiek, i w efekcie zarabiam na tym tylko 2 tys na rok. Takie drzewka owocują nawet 80 lat, więc w końcu zarobię więcej niż wkład. Czy inwestycja była opłacalna?

    Bloger cynik9 (albo Hans Klos, nie pamiętam) przytomnie kiedyś zauważył, że budżet departamentu obrony (DoD) w USA wynosi ponad $689 miliardów dolarów, 6x więcej niż drugie na liście Chiny i więcej niż całkowita suma wydatków zbrojeniowych kolejnych 20 państw. Wydatki zbrojeniowe w USA stanowią pozycję olbrzymią – idzie na nie 1/5 budżetu, tyle samo co na emerytury. Znakomita większość zabranych ludziom przemocą pieniędzy jest bezpowrotnie tracona. Wydawana jest na bezsensowne wojny i niekończącą się walkę o globalną dominację. Emisja „pustego” pieniądza czy patenty to tylko dwa z kilku kluczowych sposobów uzyskiwania przewagi. Zaledwie znikomy procent tego idzie na finansowanie rozwoju zaawansowanych technologii. Budżet agencji DARPA, matki chrzestnej Internetu, która finansuje tego typu projekty, wynosił w 2008 zaledwie $3.2 miliarda, czyli ok. 0.5% całości!

    Pojawia się teraz pytanie, co by było, gdyby państwo, zamiast bezproduktywnie wyrzucać biliony dolarów na zbrojenia, Afganistan, Irak, programy jak F35 joint strike fighter czy ballistic missile defense (te dwa tylko razem dobre na $20 mld rocznie) i dziesiątki innych, zostawiło te pieniądze w kieszeni obywateli. Gdyby zamiast ich pod przymusem zubażać a samemu uzurpować sobie rolę inwestora “w fabryki” i technologie, dało po prostu ludziom szanse, aby sami podjęli suwerenną decyzję w co inwestować własne pieniądze. Może ktoś zainwestowałby w Afganistan, Irak czy rządowe obligacje, lunatyków przecież nie brakuje. Ale miliony zainwestowałyby grube miliardy właśnie w akcje tysięcy start-upów rozwijających zilliony różnych nowych technologii. Technologii, z których przynajmniej setka, a może i dwie zaowocowałaby produktami na miarę jednego Internetu DARPy. Socjaliści tego wymiaru w ogóle nie dostrzegają. Nie widzą skali państwowego marnotrawstwa, nie potrafią wyobrazić sobie nauki i postępu bez obfitego zasilania z państwowego cyca. Choćby armia USA wynalazła nie jeden, ale dziesięć internetów będzie to wciąż kiepskim zwrotem z bilionów odebranych sektorowi prywatnemu i bezmyślnie zutylizowanych przez państwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy