Rothbard: Kto jest właścicielem wody?

24 lipca 2013 Ekonomia środowiskowa komentarze: 21

Autor: Murray N. Rothbard
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Paweł Kot
Wersja PDF

Artykuł ukazał się pierwotnie w rubryce „listy” czasopisma „The Freeman” w marcu 1956 r.

kto jest wlascicielem wodySzanowny Panie Read!

Składam gratulacje w związku z opublikowaniem przez Pana inspirującego i prowokacyjnego artykułu na temat „Posiadania i kontroli wody” w listopadowym numerze „Ideas On Liberty”.

Bardzo ważne, abyśmy więcej myśleli o tak bardzo złożonych aspektach systemu społecznego. Przedstawiam dalsze przemyślenia na temat praw własności wody, nie jako ostateczne rozwiązanie, ale starając się pomóc w znalezieniu odpowiedzi na niektóre z pytań postawionych w artykule przez anonimowego profesora.

Od pewnego czasu myślę, że zasadnicze znaczenie w naszym systemie społecznym ma posiadanie ziemi, ziemi rozumianej jako pierwotnie dany przez naturę zasób o dowolnych właściwościach fizycznych. Ten problem własności jest sednem naszego sporu z socjalistami.

Socjaliści przekonują, że państwo jest lub powinno być właścicielem całego obszaru ziemi. Jeśli pozwoli się na to socjalistyczne założenie, podąża za nim kontrola nad ludźmi.

Kluczową kwestią jest więc posiadanie. W jaki sposób posiadanie powinno być ustanawiane? Twierdzimy oczywiście, ze dorosła jednostka powinna być właścicielem samego siebie, co oznacza, że posiada swoją własną osobę. Ma również prawo do całej własności, którą tworzy oraz ma prawo dać tę własność innym, jeśli tak postanowi albo wymienić ją na inną własność. Stąd prawo do pozostawienia spadku i dziedziczenia. Ale to nadal pozostawia kwestię własności danej przez naturę, która nie została przez nikogo stworzona. Kto powinien posiadać ziemię?

Nie próbując rozwijać tutaj tego tematu, wydaje mi się jasne, że ani społeczeństwo, ani państwo nie ma prawa ― tytułu moralnego czy ekonomicznego ― do posiadania ziemi. Produkcja w jasny sposób oznacza dla mnie, że ludzka praca przetwarza materiały dane nam przez naturę w bardziej użyteczną formę. Każda produkcja to właśnie czyni. Jeśli człowiek ma tytuł do posiadania produktów, jakie tworzy, ma również tytuł do posiadania ziemi, którą odkrywa jako pierwszy i przekształca tak, aby była produktywna. Innymi słowy, ziemia ― wliczając wodę, minerały itp. ― w nieużywanym, prymitywnym stanie jest pod względem ekonomicznym bezużyteczna i dlatego pod względem prawnym nie powinna należeć do nikogo. Powinna należeć prawnie do osoby, która pierwsza uczyni z niej użytek. To jest zasada, która możemy nazwać „pierwszym posiadaniem przez pierwszego użytkownika”.

Wydaje mi się, że ta zasada jest spójna z doktryną libertariańską i że tyko zasada pierwszego posiadania ma sens w kontekście tej doktryny. Wiec zasada pierwszego posiadania przez pierwszego użytkownika jest sposobem doprowadzenia nieużywanej, nieposiadanej własności do stanu posiadania ― wprowadzaniem jej na rynek. Gdy to jest już zrobione, staje się jasne, że własność połączona z pracą i innymi wysiłkami pierwszego właściciela, przechodzi całkowicie i w absolutny sposób w jego ręce. Od tego momentu jest to jego własność i może zrobić z nią, cokolwiek mu się podoba. Po paru latach może okazać się, że używanie tej własności jest nieekonomiczne i będzie leżała odłogiem. Pozostawienie jej w taki sposób powinno być przywilejem właściciela, ponieważ powinien nadal posiadać niekwestionowane prawo do rozporządzania swoją własnością, tak jak mu się podoba. Z chwilą gdy pierwszy użytkownik uzyskuje własność, musi ona być absolutnie jego.

Mamy więc libertariański punkt odniesienia w stosunku do trudnego problemu posiadania wody. Gdy nie ma rzadkości, ale istnieją nieograniczone zasoby zdatne do użycia przez człowieka, nie powinno być posiadania. Nie ma więc potrzeby, by ktoś posiadał jakąś część szlaków morskich na otwartym morzu.

Z łowiskami jest już inaczej. Prywatni właściciele i przedsiębiorstwa powinny mieć możliwość posiadania części morza dla celów połowowych. Obecny komunizm na morzu doprowadził do postępującej eksterminacji łowisk, gdyż w interesie każdego jest złapanie jak największej ilości ryb, zanim zrobią to konkurenci, a nikt nie ma interesu w zachowywaniu łowisk. Problem byłby rozwiązany, jeśli zgodnie z zasadą pierwszego posiadania przez pierwszego użytkownika część morza mogłaby być posiadana przez prywatne przedsiębiorstwa.

Ustalenie posiadania przepływającej wody jest trudniejsze, jak wskazuje profesor. Jakie jest rozwiązanie? Przede wszystkim musimy skierować uwagę nie na uwolnienie się od obecnych stosunków własnościowych w dziedzinie wody, ale na przedstawienie idealnego rozwiązania. Gdy idealne rozwiązanie będzie już znane, będzie można zacząć pracować nad jego osiągnięciem. Zasadnicze znaczenie ma jednak to, żeby nie mylić tych dwóch stanów. Ideałem dla dóbr rzadkich jest zasada pierwszego posiadania przez pierwszego użytkownika.

Od razu staje się jasne, że droga do sprawiedliwości wiedzie raczej przez zawłaszczenie niż przyznanie własności właścicielowi nadbrzeża. Dlaczego nadbrzeże? Jaki tytuł do części strumienia posiada właściciel ziemi, tylko z tego powodu, że jego teren przylega do strumienia? Pod względem moralnym żadnego. Jego roszczenie nie opiera się używaniu wody. W rzeczywistości jego jedynym celem wydaje się blokowanie innym dostępu do wody, co skutkuje karygodnym marnowaniem potencjału rzek i strumieni. Dlaczego właściciel nadbrzeżnego terenu ma mieć tytuł do przepływającej wody?

Metoda zawłaszczenia jest o wiele sprawiedliwsza. Jej główną wadą jest to, że jej stosowanie jest zbyt ograniczone i jesteśmy wdzięczni profesorowi za wyjaśnienie różnych metod alokacji własności. Sposób na poprawienie metody zawłaszczenia jest następujący:

  1. Należy wyeliminować wszystkie wymagania „korzystnego” użytkowania ― ten termin jest bezsensowny, decydować o tym może tylko wolny rynek;
  2. Woda musi być w absolutny sposób własnością osoby zawłaszczającej, a nie być na łasce państwa.

Każdy musi mieć więc możliwość sprzedaży swojego prawa do wody komukolwiek w jakimkolwiek celu, albo też całkowitego zaprzestania jej użytkowania. Jeśli nie będzie w stanie odpowiednio użytkować swojej własności, czy sprzedać jej, wniosek z tego, że jej użytkowanie nie jest opłacalne na rynku. W każdym razie decyzja musi należeć do właściciela ― osoby zawłaszczającej.

To, jak wprowadzić metodę absolutnego zawłaszczenia we wschodnich stanach ― z czy bez rekompensaty dla obecnych właścicieli nadbrzeży ― musi być ustalone. Jeśli właściciele dolnej części nurtu chcą uniknąć zanieczyszczenia, przy metodzie zawłaszczenia mogą to zrobić w prosty sposób: mogą całkowicie wykupić cały nurt ― być może jako korporacja ― od osób, które pierwsze zawłaszczyły i przekazać niezanieczyszczającym użytkownikom, albo pozostawić nieużytkowany.

Tam gdzie występują podziemne rzeki, pierwszy zawłaszczający może posiadać swoją część wody i używać jej w dowolny sposób. Nie musi jednak posiadać całej rzeki. Zarówno w przypadku podziemnych, jak i powierzchniowych rzek osoba zawłaszczająca w górnej części rzeki oraz później kupujący od niej to prawo posiadają pierwszą cześć wody pozyskanej z rzeki, a niżej następna osoba zawłaszczająca posiada następną pozyskaną część wody.

Jeśli obywatele w dolnej części biegu rzeki chcą zbudować tamę i zalać ziemię w górnej części biegu, aby chronić się przed powodziami, w libertariańskim społeczeństwie muszą zrobić dwie rzeczy:

  1. Kupić prawa do wody, którą chcą kontrolować.
  2. Kupić ziemię, którą chcą zalać. Jeśli chcą zachować lasy, by uniknąć suszy, mogą je kupić od prywatnych właścicieli.

Mam nadzieję, że te uwagi będą pomocne.

Murray N. Rothbard, ekonomista
Nowy Jork

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

21 Komentarze “Rothbard: Kto jest właścicielem wody?

  1. A co w przypadku gdy to w górnym biegu rzeki postanowią właściciele zbudować tamę.. lub zmienić bieg rzeki na taki by nie przebiegała przez ziemię obecnie z niej korzystających w dolnym biegu? Jak rozumiem mogą to zrobić bez przeszkód i w zgodzie z libertariańskim duchem?

    1. myślę, że zgodnie z logiką przedstawionego wywodu, aby to zrobić, musieliby:
      1. wykupić całą rzekę na własność
      2. wykupić ziemię, przez którą będzie przebiegać nowe koryto rzeczne

    2. Jak znam życie, to pewnie Walter Block rozwiązał ten pilny problem w przynajmniej jednej z tysiąca swoich publikacji, just google it.
      Z moich intuicji to bym powiedział, że jeśli to zrobi tak, by nie naruszyć prawa własności innych osób – np. nie zaleje niczyjej działki, to OK. Taka sytuacja wydaje się jednak tak mało prawdopodobna, że bym się tym nie przejmował.

  2. Brakuje mi takiego pojecia jak przejęcie przez zasiedzenie… Czasami wlasciciel nie interesuje sie swoja wlasnoscia, jej stanem, etc… wydaje mi sie sluszne ustalenie kryterium czasowego, np czas jednego pokolenia, po upływie ktorego zajecie terenu, rzeki, łowiska (wlasnosci rzadkiej) poprzez użytkowanie go przez ten minimalny okres czasu, skutkowaloby przejsciem wlasności na użytkującego. Co do wody płynącej to jest to ciekawy problem chociazby w kontekscie powodzi w Polsce i szkod jaka wlasnosc panstwowa czyni wlascicielom posesji. Panstwo Polskie umywa rece jak Pilat. Jakby to bylo w kontekscie wlasnosci tutaj opisanej?

    1. Jest w teorii libertariańskiej pojęcie dobra porzuconego. Takie może być zajęte przez nowego użytkownika i jeśli poprzedni właściciel porzucił dane dobro to może ono wejść w posiadanie innego poprzez zawłaszczenie. Jednakże nie może być to po prostu dobro, które poprzedni właściciel chce mieć, ale go nie użytkuje. Problemem jest praktyczne dojście do tego czy właścicielowi zależy na tym aby to dobro było jego własnością (bo na przykład ma zamiar zacząć je wykorzystywać za 30 lat), czy już nie jest nim zainteresowany. Co do powodzi: dlatego sądzę, że właścicielami rzek i tak byliby właściciele terenów zalewowych(zapewne w korporacjach), lub sprzedawaliby oni te rzeki z dopiskiem w umowie o odpowiedzialności za powodzie.

      1. Dziękuję za odpowiedź. Nie jest ona dla mnie satysfakcjonująca. Wyjaśnię dlaczego. Mija się bowiem z problemem, który naświetliłem. Chodzi mi o własność którą użytkuje niewłaściciel a właściciel nie reaguje. Chodzi mi o praktyczne rozstrzygnięcie a nie wnikanie w intencje. Ktoś ma pole (nie ważne jak nabył do niego tytuł) na części tego pola ktoś inny uprawia ziemniaki przez 25 lat. Właściciel nie reaguje, nie przepędza tego użytkownika etc. Wydaje mi się, że słuszne jest aby w takiej sytuacji właścicielem tej części ziemi określać jej użytkownika, ponieważ stary właściciel de facto ją porzucił. Dlaczego od starego właściciela wymagać jakiegoś oświadczenia. Podobnie z falami radiowymi, czy wodą. Ktoś obejmuje we władanie na jakimś obszarze częstotliwości radiowe w pewnym zakresie. Dlaczego ktoś inny nie miałby ich przejąć gdy ten pierwszy przestaje. Tutaj można nawet skrócić okres czasu do 180 dni przerwy w nadawaniu. Przy czym można określić wymaganie, że nie można nadawać szumu a jedynie konkrretne dane 😉

        1. Trochę późno odpowiadam, ale być może jeszcze przeczytasz moją odpowiedź. Nie koniecznie dopuszcza marnotrawstwo. Załóżmy, że właściciel chce tą ziemię wykorzystywać za 30 lat dlatego, że potrzebuje aby 30 lat leżała ugorem aby zrobić z nią coś niesamowicie użytecznego. Jeśli druga osoba będzie uprawiała jego ziemie, to wtedy będzie marnotrawstwo, bo zrezygnuje się z wykorzystania ziemi za 30 lat w tym bardzo użytecznym celu. Powiem więcej: w każdym przypadku w którym właściciel ma zamiar użytkować ziemię za 30 lat, a ktoś mu ją z tego powodu odbiera dopuszczamy się marnotrawstwa. Taka sytuacja nie jest korzystna w sensie pareto. Właściciel ziemi na tym traci, a to on jest właścicielem i to jemu ziemia powinna być podporządkowana. Gdyby takie działanie było marnotrawstwem i z punktu widzenia właściciela ktoś inny uprawiając tą ziemię zrobiłby coś bardziej użytecznego, niż właściciel zostawiając ziemie samą sobie, to właścicielowi oplacałoby się tą ziemię sprzedać lub wydzierżawić. Jeśli mu się to nie opłaca, to znaczy, że ziemia będzie bardziej użyteczna gdy nic się na niej nie uprawia i nie nam osądzać dlaczego właściciel ma takie preferencje.

  3. Libertarianizm w wersji Rothbarda to ideologia. Oparta na słabo uargumentowanym etycznym założeniu zwanym aksjomatem nieagresji. Jest wiele przypadków, w którym aksjomat ten narusza zdrowy rozsądek. Sprawa nie użytkowania zawłaszczonych dóbr jest tego przykładem. Dopuszcza nie tylko marnotrastwo w przypadku, gdy właściciel olewa swoją własność. Ideolog lib. będzie bronił gościa który zawłaszczył jedyne źródło wody na pustyni uniemożliwiając zdobycie napoju przez masę ludzi. Albo, który nie pozwolił na wzięcie niepotrzebnej mu deski z łodzi, po którą chciał sięgnąć topielec. Ewentualnie powie,że choć właściciel tratwy/źródła zachował się niemoralnie, to zgodnie z prawem. Bo prawo nie musi pokrywać się z moralnością. Z tego wynika jednak,że aksjomat nieagresji na którym opierać się powinno wg libertarian Prawo niekoniecznie jest moralny. W takim jednak przypadku z jakiej racji miałby być źródłem prawa? Przecież nie z powodów utylitarnych, bo a) te lib. dogmatyczny odrzuca b) ciężko znaleźć by utylitarystę, który sądziłby,że maksymalizacja przyjemności i minimalizacja przykrości wymaga obrony „właściciela” źródła wody i deski.

  4. @joker
    „Dopuszcza nie tylko marnotrastwo w przypadku”

    czyli negując zasadę nieagresji zlikwidowałbyś marnotrawstwo? a może efekt byłby jeszcze gorszy?

    „W takim jednak przypadku z jakiej racji miałby być źródłem prawa?”

    w takim wypadku powstaje pytanie co jest źródłem moralności?

  5. Widzę, że jest WIELKIE NIEPOROZUMIENIE dotyczące własności (zwłaszcza własności ziemi).

    Jesteście jak poszukiwacz zwierząt badający w pomieszczeniu bakterie, a nie widzący SŁONIA …

    Otóż nie wzięliście (wszyscy !!!) pod uwagę jednego ważnego elementu KONSTYTUUJĄCEGO jakiekolwiek późniejsze implikacje:

    *** PRZEMOC ***

    Zapamiętajcie sobie RAZ NA ZAWSZE, że nie ma własności, bez PRZEMOCY !!!

    Dopiero powstanie państwa, a wraz z nim prawa umożliwiło w ogóle definiowanie pojęć własności !!!

    Ale skoro pierwotne zawłaszczenie ziemi MUSIAŁO odbyć się poprzez przemoc, to znaczy, że ewentualna rewindykacja TEŻ może odbyć się przemocą !!!

    Czyli ktoś sobie oczywiście może zajmować ziemię, kupować ją, dziedziczyć, ale jeżeli uda mi się dysponować odpowiednią przemocą, to stworzę nowe prawo, w wyniku którego właścicielem zostaną JA !!!

    I tak się właściwie dzieje CAŁY CZAS od tysięcy lat !!!

    Pamiętajcie: ziemią nie włada ten, kto „pierwszy ją odkrył” lub „pierwszy zatknął flagę”. Ziemią ZAWSZE włada WYŁĄCZNIE ten, kto potrafię swoją władzę UTRZYMAĆ !!!

    Zauważcie, że o ile jest możliwe zawłaszczenie źródła na pustyni i sprzedawania wody za niewielką kwotę, o tyle zawłaszczenie źródła i ZAKAZANIE korzystania z niego jest NIEMOŻLIWE …

    Niemożliwe byłoby zresztą nawet pobieranie małych opłat, gdyby większa siła stwierdziła, że tak nie może być. Problem w tym, że ta większa siła będzie na tyle silna, że będzie też w stanie wymusić opłaty za wodę. Ale będzie je mogła tak długo podwyższać, jak długo nie będzie się nikomu opłacało gromadzić większej siły, aby to źródło odebrać.

    Tak więc jedynym problemem będzie KTO będzie władał źródłem, ale ktokolwiek to będzie, to ZAWSZE będzie musiał użyć PRZEMOCY …

    I podświadomie się na to godzimy. Wiemy, że bardziej nam się opłaca podporządkować państwu i mieć z tego korzyści, niż rozwalić państwo i zginąć przez przemoc ze strony społeczeństwa, które nie było tak głupie, żeby rozwalać swoje struktury państwowe. Państwo bowiem to OGROMNA DŹWIGNIA znacznie zwiększająca siłę poszczególnych ludzi. Lepiej ulec przemocy, ale mieć możliwość wywierania przemocy, niż uwolnić się o zostać jak błędny rycerz bez miecza, tarczy, zbroi i konia …

    1. Dodam jeszcze, że świat pozornie bez przemocy może istnieć WYŁĄCZNIE w czymś w rodzaju „kapsuły” chronionej przez błonę będącą PRZEMOCĄ.

      Tak więc – si vis pacem, para bellum …

  6. @Ultima Thule
    „Ale skoro pierwotne zawłaszczenie ziemi MUSIAŁO odbyć się poprzez przemoc”

    pierwotne zawłaszczenie to zajęcie ziemi niczyjej. wobec kogo ta przemoc miała by być zastosowana? na przyrodzie?

    1. Jednak trochę tego nie rozumiesz …

      Otóż:
      1. KAŻDY (!!!) człowiek przychodząc na świat „zawłaszcza sobie od razu cały Wszechświat. Dzieje się tak dlatego, że nie ma żadnego powodu, żeby ktokolwiek inny miał więcej praw, niż ktokolwiek inny.

      Tak więc zawłaszczając sobie np. kawałek lasu nad potokiem, w którym nie stanęła jeszcze ludzka stopa de facto zawłaszczasz sobie coś, co należy do wszystkich ludzi, którzy byli, którzy są i którzy będą …

      2. Zauważ, że bardzo często przypływał statek do jakiejś wyspy, kapitan wbijał w plażę flagę i zapisywał w dzienniku pokładowym, że oto ta wyspa należy do króla X. Nie miało żadnego znaczenie, że stanął tylko na plaży, a czasem nawet nie schodził na ląd. Nie miało też znaczenia, czy na tej wyspie ktoś inny już był.
      Bo tak naprawdę kapitan wiedział, że albo jego król jest silny i utrzyma zawłaszczenie, albo słaby i nie utrzyma.

      3. Jeżeli gdzieś żyli ludzie i pomiędzy nimi i a morzem były jakieś góry, to dlaczego nie mogli sobie oni pomyśleć, że i te góry i to morze są ich ? Nawet, jeżeli nigdy tam nie dotarli ?
      Jeżeli tak ważna jest obecność na danym terenie, to jak ta obecność się manifestuje ? Czy zawłaszczam teren, po którym stąpam oraz pas po 100 metrów w lewo i w prawo ?
      A może jest to pas po 100 kilometrów w lewo i prawo ?
      I czy teren jest mój tylko wtedy, gdy na niego oddziałuję obecnością, czy też także po tym, jak odejdę gdzie indziej ?
      Czy teren należy się jednostce, rodzinie, plemieniu, grupie plemion, narodowi?

      4. Tak naprawdę nie masz żadnej możliwości zawłaszczenia poza zastosowaniem przemocy. Zauważ że gdyby teraz nie było pierwotnej przemocy, to sam byś mógł ją ustanowić i wygonić kogoś z domu, zabrać mu ziemię. Tak więc albo uznajemy, że była przemoc pierwotna, albo możemy sami ją teraz zastosować.

      Żyjąc w określonym stanie prawnym i względnym bezpieczeństwie (pozornym !) wydaje nam się, że to jest normalne, że jak mam ziemię, to ją mam, że wszystko jest przecież w księgach wieczystych” itp.

      Są to BZDURY, i nawet nie zdajesz sobie sprawy, na jak cienkiej nitce wisi to całe pozorne bezpieczeństwo.

      Nawet, jeżeli oficjalnie nie zabiorą ci teraz ziemi, to system, który z jednej trony chroni cię przed utratą ziemi, okrada cię z 85% twoich rocznych zarobków.

      A więc ziemi ci nie zabiorą, ale okradną cię na równowartość 10 razy większą w ciągu twojego życia …

      I tylko dlatego masz tą swoją ziemię, bo dzięki temu jesteś „przypisany” jak chłop pańszczyźniany do poborcy podatkowego.

      Dam ci radę:

      poczytaj Bastiata: tam się dowiesz, jak „widzieć niewidzialne” …

      1. @Ultima thule
        „KAŻDY (!!!) człowiek przychodząc na świat „zawłaszcza sobie od razu cały Wszechświat. Dzieje się tak dlatego, że nie ma żadnego powodu, żeby ktokolwiek inny miał więcej praw, niż ktokolwiek inny.”

        przykro mi ale to jest jakiś bełkot.

        „Jeżeli tak ważna jest obecność na danym terenie, to jak ta obecność się manifestuje ?”

        np. użytkowanie danej ziemi. mogę sobie pomyśleć że mars należy do mnie, mimo że mogą żyć tam marsjanie. jeśli przylecę na marsa i osiedlę się na polu które jest uprawiane to ja będę agresorem a nie osoba która uprawia to pole.

        „. Zauważ, że bardzo często przypływał statek do jakiejś wyspy, kapitan wbijał w plażę flagę i zapisywał w dzienniku pokładowym, że oto ta wyspa należy do króla X.”

        pierwotne zawłaszczenie to postulat który określa właściciela dobra bez łamania zasady nieagresji. podałeś przykład który odrzuca ten postulat i w tym przypadku to kapitan jest agresorem.

        1. A gdy np. jakaś grupa ludzi z innego państwa osiedliła się obok twojej miejscowości (na nieużywanym przez nikogo terenie),, to byłoby to zawłaszczenie czy nie ?
          .
          A gdyby w ten sposób odcięli cię od kontaktów z resztą Polski ? Postawili szlaban ? Powiedzieli, że teraz to są Niemcy ?
          .
          Aby temu zapobiec musiałbyś zawłaszczyć nie tylko teren użytkowany wprost, ale też cały region, kraj !!!
          .
          A to oznacza, że jednak można zawłaszczyć coś więcej, niż tylko swój bezpośredni teren. A skoro tak, to jak wytyczyć GRANICE tego „zawłaszczenie buforowego” ???
          .
          Moim zdaniem NIE DA SIĘ podać takiej granicy, dlatego dla każdego człowieka ustaliłem granicę w nieskończoności.
          .
          Ponieważ nie da się uprzywilejować jakiegoś punktu w czasie, dlatego zrównałem ludzi ze wszystkich pokoleń.
          .
          Innymi słowy jest to to samo, co oddziaływanie każdej cząstki elementarnej na każdy punkt Wszechświata aż do nieskończoności …
          .
          Ale jeżeli uważasz inaczej, to po prostu OPISZ mi sposób wyznaczania (PRECYZYJNY !!!) granicy zawłaszczenia !!! Rozumiem, że NIE ZMYŚLASZ, tylko masz to DOBRZE PRZEMYŚLANE i odpowiedź jesteś w stanie podać NATYCHMIAST …
          .
          CZEKAM …

          1. @Ultima Thule
            „A gdyby w ten sposób odcięli cię od kontaktów z resztą Polski”

            skoro kontaktowałem się z innymi regionami więc musiały być wytyczone drogi/szlaki. tak więc nie mogą ich zając na zasadzie pierwotnego zawłaszczenia.

          2. ale się nie „kontaktowałeś”, tylko np. „intensywnie o nich myślałeś” …

            I co wtedy ?

          3. @Ultima Thule
            ale się nie „kontaktowałeś”, tylko np. „intensywnie o nich myślałeś”

            w będąc w polsce jesteś odcięty od np. austrii. nie za bardzo rozumiem o co chodzi?

  7. „czyli negując zasadę nieagresji zlikwidowałbyś marnotrawstwo? a może efekt byłby jeszcze gorszy?”

    W pewnych przypadkach zasada nieagresji powinna obowiązywać, a w pewnych nie. Np. w sytuacji, gdy koleś zawłaszcza jedyne źródło wody na pustyni skazując na śmierć innych nie powinna obowiązywać. Albo w sytuacji, gdy ktoś bierze jabłko by nie umrzeć z głodu od kogoś, kto ma ogromne pola i nawet tego nie zauważa. Dla właściciela latyfundium to jabłko jest niepotrzebne, bo załóżmy ma mnóstwo jabłoni i nie sprzedaje jabłek. A dla „złodzieja” to jabłko to być albo nie być. Tak samo w sytuacji deski z tratwy, którą zabiera topielec. Na zdrowy rozum trzymanie się tu aksjomatu nieagresji jest nieefektywne. Libertarianin może bronić się twierdząc,że nie ma czegoś takiego jak efektywność. Że liczą się tylko zasady etyczne. Libertarianizm, podobnie jak każda religia twierdzi,że jego przekonanie (aksjomat nieagresji zawsze i wszędzie) jest najsłuszniejsze.

    ”w takim wypadku powstaje pytanie co jest źródłem moralności?”

    no właśnie – co jest źródłem moralności. Wg libertarianizmu w wersji Rothbard Hoppe bo o nim rozmawiamy. Jak ważne jest to źródło,że pozwala na ludzką śmierć w pewnych przypadkach?

    1. @joker
      Piszesz o całkowicie odmiennych sytuacjach.
      1. Woda na pustyni. Zawłaszczenie źródła które było przez innych uznawane za dostępne jest rażącym naruszeniem zasady nieagresji. Osoby wyruszające na pustynię wiedząc, że źródło jest prywatne i nie zabierając zapasów liczą na … litość właściciela, ergo muszą żebrać.
      2. Jabłka. Co to znaczy ogromna ilość? Mam dwa jabłka, czy jedno można mi zabrać? Czy wystarczy mi tylko ćwiartka? Ilu urzędników trzeba zatrudnić do „sprawiedliwego” dzielenia moich WŁASNYCH jabłek?
      3. Deska z mojej tratwy nie uratuje topielca a zniszczy moją tratwę, dla mnie wybór jest prosty. Jeśli ta deska nie jest faktycznie mi potrzeba to naruszam zasadę nieagresji – uniemożliwiam ratunek topielcowi.

      Dziś, w imię dążenia do tej tak zwanej „efektywności” zwanej sprawiedliwością społeczną marnuje się około 30% dóbr wytwarzanych przez rozwinięte gospodarki zachodu. Ilu ludzi przez to marnotrawstwo nie przychodzi na świat?

  8. Wg mnie słuszne jest, że ten kto włada zatrzymuje owoce dla siebie. Lecz ten kto nie reaguje na używanie jego własności de facto rezygnuje z władania. Nie mam oporów przed stosowaniem przemocy aby zatrzymać własność. Stosowanie przemocy jako kolejnego kroku po negocjacjach jest słuszne i usprawiedliwione.
    Nie budzi też we mnie oporu teoretyczne umieranie głodnych i spragnionych. W rzeczywistości jest ono zawsze teoretyczne. To nie właściciele stosują takie metody ale przeciwnicy własności. Potwierdzone historycznie.
    Współpraca zawsze się opłaca. Właściciele, którzy o tym nie wiedzą tracą dwa razy. Logicznie i zasadniczo system proponowany przez Rothbard’a jest bez zarzutu. Czasammi mam wrażenie, że jego poglądy są prezentowane na niskim poziomie. Moja uwaga stąd się wzięła.
    Wrócę do stwierdzenia Ultima Thule: Zapamiętajcie sobie RAZ NA ZAWSZE, że nie ma własności, bez PRZEMOCY !!!
    Stwierdzenie bardzo emocjonalne. Dlatego nieprecyzyjne. Słuszne i niesłuszne jednocześnie. Z punktu widzenia libertarianina czy chrześcijanina z różnych punktów widzenia niosące inny ładunek.
    Dla mnie racjonalne jest działanie na zasadach dobrowolnej wymiany, w razie potrzeb nawet ustępowanie przed siłą. Nie jest przecież racjonalne prowadzenie sporu z sąsiadem w niejasnej sytuacji o 10 m2 nawet gdy jestem przekonany o swojej racji. Niestety przemoc związana jest z koniecznością pozyskania dużych dodatkowych środków na jej podtrzymanie.
    To tak jak z mieszkaniem w okolicy, która się wyludnia. Niestety życie nie polega na tym, że możemy utrzymać własność w sposób nienaruszony. Jej utrzymanie kosztuje. Czasami tylko jak w przypadku obrazów uznanych mistrzów wzrost wartości ich dzieł rekompensuje wzrost kosztów ich utrzymania. Ale przecież tak powinno być! Gdyby tak nie było świat prawdopodobnie zastygł by w lodowej grudzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy