Rodriguez: Jak rządowa kontrola deformuje sektor energii atomowej

4 kwietnia 2016 Interwencjonizm komentarze: 0

Autor: Gilberto Rodriguez
Źródło: mises.ca
Tłumaczenie: Monika Butryn
Wersja PDF, EPUB, MOBI

atomowejZ chwilą odkrycia na początku XX wieku przez naukowców możliwości pozyskiwania energii elektrycznej z cząstek radioaktywnych, takich jak rad i — w późniejszych latach — uran, nastąpił postęp badań nad potencjałem energetycznym atomu. Wskutek odkrycia neutronu, cząstki bez ładunku elektrycznego, zainteresowanie energią atomową wzrosło jeszcze bardziej, ponieważ badacze zdali sobie sprawę z możliwości użycia neutronów do rozszczepienia atomu i wyzwolenia w ten sposób ogromnej ilości energii. Tak oto odkryto nowe źródło energii.

Pod koniec lat 30. naukowcy Trzeciej Rzeszy odkryli potencjalne zastosowanie energii jądrowej w produkcji bomb atomowych. Badacze z innych krajów zaczęli wpływać na swoje rządy, by te rozpoczęły program budowy swoich bomb atomowych. To zainicjowało wyścig państw o to, które z nich pierwsze stworzy tego rodzaju broń. Konsekwencją tych wydarzeń było powstanie Projektu Manhattan, który doprowadził do wyprodukowania pierwszej na świecie bomby atomowej, użytej przeciwko Japonii pod koniec II wojny światowej.

Do końca lat 40. badania i prace nad energią nuklearną finansowane były przez prywatne stowarzyszenia i uczelnie. Po wojnie, wskutek działań rządu Stanów Zjednoczonych w kraju tym rozwinął się cywilny przemysł atomowy, w którym monopolistą pozostawała władza, de facto go kontrolująca. W latach 50. Komisja Energii Atomowej udzielała subsydia i podpisywała kontrakty z prywatnymi firmami, aby przejęły zarządzanie i rozbudowę elektrowni atomowych. Jednak duża liczba wymagań licencyjnych i regulacji prawnych mających na celu pokojowy rozwój sektora energii atomowej doprowadziła do zniekształcenia rynkowej alokacji zasobów.

Rządowy monopol na atom, a więc brak bodźców związanych z rachunkiem zysków i strat sprawił, że energia atomowa stała się mało efektywna i zbyt kosztowna. Rządy nie dopuszczały, by inżynierowie mieli dostęp do nowoczesnych, utajnianych technologii, co spowalniało rozwój naukowy[1].

W ostatnich latach pojawiła się propozycja zastosowania bezpieczniejszego i bardziej przyjaznego dla środowiska pierwiastka — toru. W latach 60. i na początku 70. prowadzono nad nim badania w ograniczonym zakresie, lecz w 1973 rząd Stanów Zjednoczonych całkowicie przerwał ich finansowanie, wciąż wspierając badania nad innymi surowcami radioaktywnymi. W konsekwencji trwania zimnej wojny, wiele norm prawnych powstałych między 1950 i 1970 zobowiązywało firmy do budowy reaktorów opierających się na uranie i plutonie, podobnych do tych, które wytwarzały materiał konieczny do budowy bomb atomowych[2].

Mimo że rządy na całym świecie przejęły stery rozwijania przemysłu atomowego, badania nad zastosowaniem toru trwały nieprzerwanie przez ostatnie 40 lat. Orędownicy toru dostarczają licznych argumentów za jego użyciem i za jego technologicznym ulepszaniem:

  • tor występuje częściej niż uran czy pluton,
  • reaktory, w których używa się toru, produkują mniej odpadów nuklearnych niż te stosujące uran czy pluton,
  • specyfika budowy reaktorów, w których stosuje się tor, zmniejsza ryzyko ich stopienia i wybuchu,
  • produkcja broni atomowej z toru jest trudna i niewydajna[3].

Przeciwnicy stosowania toru podają następujące argumenty:

  • w reaktorach stosujących tor w dalszym ciągu konieczny jest uran w celu zainicjowania procesu rozszczepienia atomu,
  • tor nie rozwiązuje problemu odpadów promieniotwórczych o długim okresie utylizacji, toteż nie uwalnia od konieczności istnienia zakładów ich utylizacji,
  • tor nie rozwiązuje fundamentalnych problemów związanych z energią atomową[4].

W ostatnich latach rząd amerykański rozpoczął prace ustawodawcze mające na celu promocję toru. Wielu prawodawców z zakresu energii atomowej twierdzi, że tor ma potencjał i wzywa do przyjęcia legislacji mającej skłonić Departament Energii oraz Komisję Nadzoru Nuklearnego do stworzenia nowych jednostek, mających zajmować się badaniem możliwości zastosowania toru jako paliwa nuklearnego[5]. Widzimy więc, jak rząd po raz kolejny ingeruje w rynek energii atomowej, tak jak robił to w latach 50. Mises precyzyjnie określił, kiedy interwencje rządowe są praktyczne:

Rząd lub jakakolwiek organizacja przymusu osiąga to, co chce osiągnąć, w pierwszej kolejności poprzez interwencjonizm. Lecz to, czy jest w stanie osiągnąć dalsze cele poprzez interwencjonizm, to inna kwestia. Należy ponadto określić, czy efekt warty jest poniesionego kosztu, a więc czy władza podjęłaby się ingerencji, będąc w pełni świadomą jej kosztów.[6]

W latach 50. czynnikiem zmuszającym Stany Zjednoczone do rozwoju programu atomowego była zimna wojna. Obecnie rząd amerykański chce znów ingerować w ten obszar w ramach walki z globalnym ociepleniem, wspierając „czystsze” źródła energii, takie jak tor, energia wiatrowa czy słoneczna. Lecz to przedsiębiorcy mają zapewnić opinię publiczną, że tor jest lepszym lub bezpieczniejszym źródłem energii niż uran, pluton, czy jakiekolwiek inne źródło i to ich zadaniem jest zaspokoić potrzeby społeczeństwa. Ciężko powiedzieć, jak wyglądałby rynek energetyczny, gdyby nie ingerencje ze strony rządów w jego rozwój od momentu powstania na początku XX wieku. Mises ujmuje to w sposób zwięzły:

Nieustannie widzimy, że przedsiębiorcy pomyślnie zaopatrują rynki w coraz to lepsze produkty i usługi, pomimo przeszkód stawianych im przez prawo i administrację. Nie jesteśmy jednak w stanie ocenić, o ile lepsze byłyby te produkty i usługi, gdyby nie dodatkowe nakłady na pracę i gdyby nie natłok starań rządów (nieumyślnych, oczywiście) mających na celu pogorszenie sprawy.[7]

W Ekonomii wolnego rynku Murray Rothbard napisał, że „wolny, nieograniczony niczym rynek to nic innego jak splot dobrowolnych wymian; społeczeństwo rynkowe to takie, które charakteryzuje się brakiem »przymusu« czy »władzy politycznej«” — i pogląd ten powinien mieć pełne zastosowanie w rozwoju energetyki atomowej.

 

[1] Murray Rothbard, „Science, Technology, and Government”, 2004 [1959], s. 22-24.

[2] Adam Hadhazy, „Why aren’t we using Thorium in Nuclear Reactors?”, Discover, czerwiec 2014.

[3] Richard Martin, Superfuel: Thorium, the Green Energy Source for the future, 2012.

[4] A. Makhijani, M. Boyd, Thorium Fuel: No Panacea for Nuclear Power, 2009.

[5] „Cleaner Nuclear Power? Peter Fairley”, Technology Review, November 2007.

[6] Mises, Critique of Interventionism, 1929, s. 5.

[7] Mises, Critique of Interventionism, 1929, s. 15.

 

Podobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj redakcję IM. Dzięki Twojej darowiźnie opublikujemy więcej wartościowych komentarzy, tłumaczeń i innych ciekawych tekstów.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Gilberto Rodriguez

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *