Niño: Model gospodarczy Chile to sukces na tle nękanej kryzysami Ameryki Południowej

2 sierpnia 2020 Interwencjonizm komentarze: 0

Autor: José Niño
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Wersja PDF

Artykuł z 17 grudnia 2019 r.

Przyczyny protestów, które wybuchły w 2019 w Chile, były gorąco dyskutowane. Według oficjalnej narracji to znaczna podwyżka opłaty za metro, o 3,75%, sprowokowała demonstracje.

Jednak są przesłanki podpowiadające, że ta podwyżka była zaledwie kroplą, która przelała czarę goryczy. Jeśli spojrzymy na problem szerzej, to zauważymy, że w ciągu mniej więcej ostatniej dekady panowało powszechne niezadowolenie i postępowała radykalizacja mieszkańców Chile.

Od 2011 do 2013 roku chilijscy studenci protestowali na ulicach przeciw chilijskiemu systemowi edukacji wyższej i domagali się „darmowej” edukacji. Obecnie darmowa edukacja (czyli całkowicie upaństwowiona) nie jest jedynym punktem na liście rzeczy, z powodu których trwają protesty. Chociaż demonstracje miały być pokojowe, to rozmaici wandale zaczęli wykorzystywać zamieszanie, żeby niszczyć cudzą własność, bezcześcić święte miejsca w całym kraju i całkowicie zablokować ruch drogowy. Chilijska lewica przestała skończyła gierki i stała się gotowa stosować przemoc w celu osiągnięcia swojego ostatecznego celu — zniesienia konstytucji chilijskiej z 1980 roku.

Trzeba zadać parę pytań o cele tych protestów. Czy naprawdę warto wyrzucać konstytucję Chile z powodu wygórowanych żądań wściekłego tłumu? Czy Chile naprawdę jest tak złe, jak twierdzi wielu krytyków?

Nie można zaprzeczyć, że Chile odniosło sukces gospodarczy

Spójrzmy na sytuację gospodarczą Chile w latach 70. XX wieku.

Gospodarka Chile nie jest całkowicie wolnorynkowa, ale liberalizacja, jakiej doświadczyła w latach 70. miała zdecydowanie pozytywny wpływ na kraj. Porady gospodarcze ekonomistów z Chicago, tak zwanych „chłopaków z Chicago”, nie były doskonałe. Jednak były krokiem w dobrą stronę. Od 1975 roku dochód na głowę w Chile wzrósł czterokrotnie, czyniąc Chile najbogatszym krajem w Ameryce Łacińskiej.

Stopa ubóstwa w Chile wynosiła w latach 80. XX wieku ponad 45%, a obecnie jest to 8,6%. Kluczową rolę w walce z biedą odegrały małe przedsiębiorstwa. Na całym świecie małe przedsiębiorstwa nie tylko mają pozytywny wpływ na gospodarkę, co cieszy miłośników cyferek z MFW i Banku Światowego, ale również tworzą kapitał ludzki młodych pracowników, którzy sami chcą potem rozpocząć własną działalność. Dzięki pracy w małym przedsiębiorstwie młodzi nie angażują się w antyspołeczne aktywności — co robi wielu protestujących, którzy dosłownie podpalają Chile.

Według Gonzalo Jiméneza, prezesa Proteus Management, 78% przedsiębiorstw w Chile jest własnością rodzinną. Te rodzinne przedsiębiorstwa tworzą 60% sprzedaży i skupiają się w branżach: handlowej, rolniczej, produkcyjnej, transportowej, nieruchomości i budowlanej. Tak, Chile ma takie międzynarodowe korporacje, jak Cencosud i Falabella, ale to małe przedsiębiorstwa stanowią podstawę chilijskiego cudu gospodarczego. To właśnie te przedsiębiorstwa pierwsze ucierpią z powodu natarczywych rządów po wprowadzeniu nowego porządku konstytucyjnego.

Interwencjonizm jest coraz bardziej obecny w Chile

Chociaż Chile odniosło sukces w porównaniu do pozostałych krajów Ameryki Łacińskiej, to wciąż nie udało się wyrwać z pozostałych okowów rządowej kontroli w gospodarce. Na przykład World Bank Group umieściło Chile na 59 miejscu rankingu Doing Business na początku 2020 roku, a w 2012 roku Chile zajmowało 33 miejsce. Chile w tym czasie spadło również w rankingu wolności gospodarczej. Według Heritage Foundation Chile spadło z siódmej pozycji najbardziej wolnego gospodarczo kraju na świecie w 2012 roku na osiemnaste w 2019 roku. Sytuacja kraju mogłaby być znacznie gorsza, jednak obserwujemy powoli szerzącą się zarazę etatyzmu.

Axel Kaiser, dyrektor wykonawczy wylnorynkowego instytutu Fundación para el Progreso, w swojej książce z 2011 roku La Fatal Ignorancia ostrzegał chilijską prawicę przed jej niechęcią do wyższych wartości i odrzucenia argumentacji kulturowej za wolnym rynkiem. Po powrocie do rządów demokratycznych w 1990 polityka Chile została zdominowana przez Concertación — koalicję umiarkowanie lewicowych partii. Chociaż te rządy zwiększyły wydatki socjalne i powoli zwiększały zaangażowanie rządu w gospodarkę, to nie podważyli znacząco chilijskiej konstytucji, ani nie cofnęli reform „chłopaków z Chicago” wprowadzonych w latach 70. i 80. XX wieku. W rzeczywistości Chile zapracowało na dobrą opinię dzięki niskim cłom i podpisaniu rozsądnych umów handlowych z takimi krajami, jak Korea Południowa i Chiny w trakcie rządów partii Concertación.

Trzeba docenić chilijską klasę polityczną za politykę handlowej i zaniechanie próby całkowitego podważenia chilijskiego modelu gospodarczego, jednak zalety w tym momencie się kończą. Obecnie wolą oni żerować na korzyściach wynikających z reform „Chicago Boys”, zamiast wprowadzać podobne reformy w takich obszarach, jak bankowość centralna, edukacja, administracja publiczna czy opodatkowanie. Przestrogi Kaisera okazały się prorocze, poparte jego niedawną obserwacją, że rząd Chile urósł o 50% w ciągu ostatniej dekady. Chilijskie partie polityczne — od prawa do lewa — lubią sięgać po interwencjonistyczne środki.

Pierwszy rząd Sebastiána Piñery był obiecujący, jednak ostatecznie wprowadził chaotyczne reformy regulacji i ceł importowych. Z drugiej strony oddał pole w kwestii podatków i roli rządu w szkolnictwie wyższym. W międzyczasie, od 2011 do 2014 roku, lewica zgromadziła ogromną ilość ludzi i opracowała narrację atakującą chilijski model gospodarczy. Od 2014 do 2018 roku prezydent Michelle Bachelet częściowo odpowiedziała na żądania lewicy. Bachelet przygotowywała grunt pod zmiany w polityce gospodarczej Chile poprzez podniesienie podatków, wprowadzenie reform szkolnictwa wyższego zakazującego kadrze dydaktycznej angażowania się w działalność zarobkową i wzmacniając związki zawodowe w całym kraju. Trzeba jednak przyznać, że rząd Bachelet był znany ze swojej mocno aktywistycznej retoryki, jednak nie podjął innych destabilizujących kroków. Mimo to retoryka Bachelet pomogła przekonać ludzi do bardziej radykalnych propozycji, jak zniesienie dotychczasowego ładu konstytucyjnego — pomysł, który ostatnio staje się coraz popularniejszy.

Mając okazję ponownego przestawienia Chile na wolnorynkowego tory, Sebastián Piñera poddał się podczas swojej drugiej kadencji. Nie tylko nie zdecydował się na jednoznaczne odwrócenie reform Bachelet, ale poparł ideę nowej „umowy społecznej” Chile w złagodzonej formie, która umacnia władzę państwa w gospodarce —tylko po to, żeby uspokoić protesty.

Niedawne protesty w Chile powinny być dla nas alarmem. Póki co kraj żyje ze swojej dawnej reputacji, jednak jeśli nie zmieni kierunku reform, wejdzie do galerii wstydu Ameryki Łacińskiej. Rozczarowujące historie takich niegdyś kwitnących krajów, jak Argentyna, Kuba i Wenezuela naprawdę powinny wystarczyć.

Dodanie do tej listy kolejnego kraju tylko potwierdzi słowa umierającego Simóna Bolivara: „Ameryką [Łacińską] nie da się rządzić. Ci, którzy chcą przeprowadzić rewolucję, chcą orać ocean”.

 

Ilustracja: La Moneda, pałac prezydencki w Santiago, Chile, źródło: Adobestock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

José Niño

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *