Bitner: „My mamy program!”

30 września 2005 Komentarze komentarze: 0

„My mamy program!”

Tym zdaniem można podsumować niemal każdy spot wyborczy, zarówno prezydencki, jak i parlamentarny. Jest to sformułowanie, które pada najczęściej, poprzedzając listę życzeń, które wypowiadają liderzy partii politycznych. O tym, że to właśnie program stał się głównym terenem sporów można się przekonać na każdym kroku. Czytelnicy pewnie pamiętają, jak Prawo i Sprawiedliwość (zwane przez Donalda Tuska, zdaniem posła Dorna złośliwie, partią braci Kaczyńskich) oświadczyło na parę dni przed wyborami, że Platforma nie ma żadnego programu, a to, co od niej dostali, to osiemnaście luźnych kartek, częściowo pustych. Jak napisał Stanisław Michalkiewicz „Jeśli PO rzeczywiście nie ma programu, tym łatwiej przyszłej koalicji przyjdzie przyjąć program PiS”. Pozwolę sobie przy tej okazji pochwalić się, że analiza tego ostatniego programu znajduje się już na naszej witrynie od dwóch miesięcy – warto zajrzeć i modlić się, by nie wprowadzono tego wszystkiego w życie.

Zresztą program większości występujących w spotach partii jest taki sam (stąd pewnie Lepper oskarża je o kradzież programu Samoobrony) – wpisuje się w charakter państwa opiekuńczego szarpanego przez grupy interesów. O wyjątkach jeszcze wspomnę. Da się zauważyć jednak pewną nową prawidłowość. Otóż liderzy partyjni dostrzegli, że wyborcy nie są tak chętni na puste obietnice jak kiedyś. Trzeba powiedzieć jasno, skąd wziąć pieniądze. Roszczenia podsycane wśród różnych grup społecznych nie mieszczą się w formule „damy wam”, bo nie znajduje posłuchu retoryka wzywająca bezpośrednio do redystrybucji na rzecz jakiejś grupy społecznej. Działacze mówią: „należy się”, „muszą znaleźć się środki”, „wywalczymy z Unii”. Wzywają do „solidaryzmu narodowego” i „nowej umowy społecznej”. Doskonałym przykładem jest Jarosław Kalinowski, który nawołuje do wspierania rozwoju rolnictwa i chwali się wynegocjowaniem „dwa razy wyższych dopłat”. Wszyscy oczywiście wiedzą, że PSL to partia klasowa, ale chłop z czystym sumieniem nie odda na nich głosu, jeśli nie powie się mu, że jego przywileje służą całej gospodarce, bo przecież on też tworzy popyt. Bruksela stała się zaś drugim szczebelkiem budżetowo-fiskalnej konstrukcji. Prawie wszyscy obywatele dostrzegają, że wydatki budżetu są finansowane z podatków, mało kto dostrzega jednak, że ta sama zasada działa w przypadku budżetu Unii – to dodatkowe przejście jakoś utrudnia proces myślowy i wyborcom wydaje się, że jakaś zewnętrzna siła nas finansuje. Andrzej Lepper nie głosi już haseł nawołujących do korzystania z rezerw NBP ani jedynie wzrostu wydatków budżetowych, bo jego wyborcy też myślą odrobinę więcej niż w poprzedniej kampanii. Proponuje wprowadzenie podatku obrotowego, a więc już nie wykreowanie pieniędzy, lecz odebranie ich innym. Następny etap to wspomniane już mydlenie oczu (Kalinowski), później następuje otwarte nawoływanie do redystrybucji, co z zapałem czyni PiS. W przypadku tej partii (może z wyjątkiem bajek o zabieraniu pieniędzy aferzystom, by nakarmić głodne dzieci – to etap I, czyli poziom Leppera) jest już kawa na ławę – zabieramy bogatym w imię sprawiedliwości społecznej i solidaryzmu narodowego, a nie dlatego, że jest to korzystne dla gospodarki.

Wbrew pozorom to właśnie trzeci etap przekonywania się do wolnego rynku – jeszcze tylko wyborcy zrozumieją, że to co złe dla gospodarki jest złe dla nich i trzeba będzie wymyślić jakiś nowy chwyt by kupić ich chciwość, albo przyznać rację liberałom. Widać, że choć 75% wyborców zadeklarowało poglądy socjalistyczne, to są one w stanie ewolucji, co jest znacznym postępem. To zdanie dla tych, którzy są nieco rozczarowani wynikiem wyborów. Choć właściwie może tu takich nie ma, skoro Instytut Misesa zaapelował w niezwykle subtelnej formie o ich bojkot.

Maciej Bitner

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy