Mises: Co naziści zapożyczyli od Marksa?

4 listopada 2011 Filozofia polityki komentarze: 11

Autor: Ludwig von Mises
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dawid Świonder
Wersja PDF

[Tekst stanowi część książki Omnipotent Government: The Rise of Total State and Total War]

Naziści nie opracowali polilogizmu. Rozwinęli jedynie własną jego odmianę.

Do połowy dziewiętnastego wieku nikt nie śmiał podważać faktu, że struktura logiczna umysłu jest niezmienna i jednakowa dla wszystkich istot ludzkich. Wszystkie wzajemne relacje ludzi oparte są na owym założeniu jednolitości tej struktury. Możemy rozmawiać ze sobą tylko dzięki odwołaniu się do czegoś, co jest wspólne nam wszystkim, tj. do logicznej struktury rozumu. To prawda, że niektórzy mają zdolność do głębszych i bardziej wyrafinowanych rozważań niż pozostali, zaś inni, niestety, nie są w stanie pojąć procesów wnioskowania zawartych w długich ciągach dedukcyjnych. Jednak, dopóki człowiek potrafi podążać drogą myślenia dyskursywnego, zawsze będzie opierał się na tych samych, ostatecznych zasadach rozumowania, stosowanych przez wszystkich innych ludzi. Istnieją osoby, które nie umieją liczyć powyżej trzech — lecz ich liczenie, choć ograniczone, nie różni się w swej istocie niczym od liczenia Gaussa czy Laplace’a. Żaden historyk ani podróżnik nie pokazał nam nigdy przypadku społeczności, dla której a oraz nie-a byłyby tym samym, bądź która nie pojmowałaby różnicy między potwierdzeniem a zaprzeczeniem. Prawdą jest, iż ludzie na porządku dziennym gwałcą zasady logicznego rozumowania. Jednakże, każdy, kto fachowo zbada ich wnioskowania, będzie potrafił wskazać popełniane przez nich błędy.

Dzięki temu, że wszyscy uznają te fakty za niekwestionowalne, ludzie wdają się w dyskusje, rozmawiają ze sobą, piszą listy i książki, próbują dowodzić oraz obalać twierdzenia. Gdyby było inaczej, społeczna i intelektualna współpraca byłaby niemożliwa. Nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie świata, w którym umysły mieszkańców cechowałaby struktura logiczna odmienna od naszej.

Jednakże, ów niezaprzeczalny fakt został w dziewiętnastym wieku zakwestionowany. Marks i marksiści, w tym najbardziej prominentny „proletariacki filozof” Dietzgen, nauczali, że myśl zdeterminowana jest pochodzeniem klasowym myślącego. Zaś produktem myśli nie jest prawda, lecz „ideologie”. Słowo to oznacza w kontekście filozofii marksistowskiej przykrywkę dla samolubnych interesów klasy społecznej, do której dany myśliciel przynależy. Dyskutowanie czegokolwiek z ludźmi z innej klasy społecznej jest zatem bezużyteczne. Ideologii nie trzeba odpierać w drodze dyskursywnego rozumowania — należy je demaskować przez potępienie pozycji klasowej, pochodzenia społecznego jej autorów. Tym samym marksiści nie debatują nad istotą teorii fizycznych, lecz odsłaniają jedynie „burżuazyjne” pochodzenie fizyków.

Marksiści uciekli się do polilogizmu, ponieważ nie byli w stanie logicznie obalić teorii rozwiniętych przez „burżuazyjną” ekonomię lub płynących z niej wniosków demonstrujących niewykonalność socjalizmu. Jako że nie mogli racjonalnie wykazać solidności własnych idei ani ułomności idei ich adwersarzy, marksiści potępili przyjętą logikę. Sukces owego fortelu był bezprecedensowy. Pozwalał on na odrzucenie każdej racjonalnej krytyki wszelkich absurdów marksistowskiej pseudo-ekonomii i pseudo-socjologii. Tylko dzięki logicznym trikom polilogizmu etatyzm mógł zagnieździć się w umyśle współczesnego człowieka.

Polilogizm jest z natury tak nonsensowny, że nie da się go spójnie doprowadzić do jego logicznych konsekwencji. Żaden marksista nie był na tyle śmiały, by wyciągnąć wszystkie wnioski, jakich wymagałyby jego poglądy w zakresie epistemologii. Zasada polilogizmu skłoniłaby bowiem do przyjęcia konkluzji, że nauki marksizmu również nie są obiektywną prawdą, a jedynie „ideologicznymi” twierdzeniami. Jednak marksiści temu zaprzeczają. Swym doktrynom przypisują charakter prawdy absolutnej. Dietzgen wyjaśnia, iż „założenia logiki proletariackiej nie są ideą partii, lecz stanowią wynik tylko i wyłącznie czystej logiki”. Logika proletariacka nie jest „ideologią”, lecz logiką absolutną. Współcześni marksiści, którzy nazywają swą naukę socjologią wiedzy, wykazują identyczną niespójność. Jeden z ich liderów, profesor Manheim, próbuje wykazać, że istnieje grupa ludzi, „niezależnych intelektualistów”, którzy obdarzeni są darem pojmowania prawdy bez ulegania błędom ideologicznym. Profesor Manheim ma oczywiście przekonanie, że jest najprzedniejszym z owych „niezależnych intelektualistów”. Po prostu nie można obalić jego tez. Jeśli się z nim nie zgadzasz, dowodzisz tym samym, że nie należysz do owej elity „niezależnych intelektualistów”, a twoje wypowiedzi są ideologicznym nonsensem.

Niemieccy nacjonaliści musieli zmierzyć się dokładnie z tym samym problemem, co marksiści. Oni także nie byli w stanie wykazać poprawności własnych twierdzeń ani udowodnić fałszu teorii ekonomii i prakseologii. Schronili się więc pod dachem polilogizmu, przygotowanego dla nich przez marksistów. Rzecz jasna, obmyślili przy tym własną odmianę owej doktryny. Struktura logiczna umysłu, mówią, jest odmienna dla różnych nacji i ras. Każda ma swą własną logikę, a przeto także ekonomię, matematykę, fizykę itd. Jednak, nie mniej niespójnie niż profesor Manheim, profesor Tirala, jego odpowiednik w zakresie epistemologii aryjskiej, oświadcza, że jedyną prawdziwą, poprawną i trwałą logiką oraz nauką jest ta, którą uprawiają Aryjczycy. W oczach marksistów Ricardo, Freud, Bergson i Einstein mylą się, ponieważ są burżujami; w oczach nazistów natomiast mylą się, ponieważ są Żydami. Jednym z naczelnych celów nazistów jest uwolnienie aryjskiej duszy od zanieczyszczeń, jakimi są zachodnie filozofie Kartezjusza, Hume’a i Johna Stuarta Milla. Poszukują adekwatnej rasowo[1] [niem. arteigen — przyp. tłum.] niemieckiej nauki, tj. nauki adekwatnej do rasowego charakteru Niemców.

Możemy rozsądnie przyjąć hipotezę, że możliwości intelektualne człowieka są rezultatem właściwości jego ciała. Naturalnie nie możemy dowieść jej poprawności, lecz niemożliwe jest także wykazanie słuszności poglądu przeciwnego, wyrażonego w hipotezie teologicznej. Musimy przyznać, iż nie wiemy, w jaki sposób w procesach fizjologicznych powstaje myśl. Mamy pewne ogólne pojęcie o efektach urazów i uszkodzeń określonych narządów; wiemy, że takie obrażenia mogą ograniczyć bądź całkowicie pozbawić człowieka zdolności i funkcji umysłowych. To jednak wszystko. Przekonywanie, że nauki przyrodnicze dostarczają nam jakiekolwiek wiedzy odnośnie do rzekomej różnorodności struktury logicznej umysłu, byłoby niczym innym, jak tylko zuchwałym oszustwem. Polilogizmu nie da się wywieść z fizjologii, anatomii czy innej dziedziny nauk przyrodniczych.

Zarówno polilogizm marksistowski, jak i nazistowski, nigdy nie wyszedł poza stwierdzenie, że struktura logiczna umysłu jest inna dla różnych klas lub ras. Nigdy nie podjęto się próby dokładnego pokazania, w czym logika proletariuszy różni się od logiki burżuazji albo w czym logika Aryjczyków różni się od logiki Żydów lub Brytyjczyków. Demaskacja rasowego pochodzenia autorów nie wystarczy, by hurtem odrzucać Ricardiańską teorię kosztów komparatywnych czy teorię względności Einsteina. Najpierw trzeba by opracować system logiki aryjskiej inny od logiki nie-aryjskiej. Następnie konieczne byłoby zbadanie krok po kroku obu tych teorii i wskazanie, które ich wnioskowania — mimo iż poprawne z punktu widzenia logiki nie-aryjskiej — są błędne z punktu widzenia logiki aryjskiej. I w końcu, należałoby wyjaśnić, do jakich konkluzji musiałoby doprowadzić zastąpienie nie-aryjskiego rozumowania prawidłowym rozumowaniem aryjskim. Jednak wszystko to nigdy przez nikogo nie zostało, ani nie zostanie, dokonane. Gadatliwy obrońca rasizmu i aryjskiego polilogizmu, profesor Tirala, nie mówi ani słowa na temat różnicy między logiką aryjską i nie-aryjską. Prezentując doktrynę polilogizmu — zarówno marksistowską, jak i aryjską lub jakąkolwiek inną — nigdy nie wdano się w szczegóły.

Polilogizm ma szczególną metodę radzenia sobie z głosami sprzeciwu. Jeżeli jego zwolennicy nie zdołają zdemaskować pochodzenia oponenta, przyszywają mu zwyczajnie łatkę zdrajcy. Marksiści i naziści znają tylko dwie kategorie adwersarzy. Obcy — czy to członkowie nieproletariackiej klasy czy nie-aryjskiej rasy — są w błędzie, ponieważ są obcy. Natomiast przeciwnicy o proletariackim lub aryjskim pochodzeniu są w błędzie, ponieważ są zdrajcami. W ten sposób zbywa się lekko fakt niezgody pomiędzy członkami tego, co nazywa się swoją klasą lub rasą.

Naziści przeciwstawiają ekonomii żydowskiej i anglosaskiej ekonomię niemiecką. Jednak to, co określają owym terminem, w ogóle nie różni się od niektórych trendów w ekonomii zagranicznej. Rozwinięta została na bazie nauk Sismondiego (Szwajcara) oraz francuskich i brytyjskich socjalistów. Część starszych przedstawicieli owej rzekomej ekonomii niemieckiej przeniosła jedynie na grunt niemiecki myśl zagranicznych autorów. Frederick List zapożyczył idee Alexandra Hamiltona, a Hildebrand i Brentano doktrynę brytyjskiego socjalizmu. Adekwatna rasowo ekonomia niemiecka jest niemal identyczna w stosunku do podobnych kierunków w innych państwach, np. amerykańskiego instytucjonalizmu.

Z drugiej zaś strony to, co naziści nazywają ekonomią zachodnią, a więc rzecz rasowo obca [niem. artfremdprzyp. tłum.], w dużym stopniu stanowi osiągnięcia osób, którym nawet oni nie są w stanie odmówić niemieckości. Nazistowscy ekonomiści zmarnowali wiele czasu na badania drzewa genealogicznego Carla Mengera w poszukiwaniu żydowskich przodków — nie odnieśli sukcesu. Nonsensem jest tłumaczenie, że konflikt między teorią ekonomii z jednej strony a instytucjonalizmem i empiryzmem historycznym z drugiej stanowi spór na tle rasowym czy narodowym.

Polilogizm nie jest filozofią ani teorią epistemologiczną. Jest on postawą ograniczonych umysłowo fanatyków, którzy nie wyobrażają sobie, iż ktoś mógłby być bardziej racjonalny lub bystry niż oni sami. Polilogizm nie jest także naukowy. Stanowi raczej zastąpienie rozumowania i nauki uprzedzeniami. Jest to charakterystyczna cecha mentalności epoki chaosu.

 


[1]  Słowo arteigen jest jednym z wielu niemieckich terminów ukutych przez nazistów. Stanowi ono zasadnicze pojęcie ich polilogizmu. Jego przeciwieństwem jest artfremd – „obcy charakterowi rasowemu”. Kryteriami nauki i poznania nie jest już prawda bądź fałsz, ale arteigen lub artfremd.

 


Podobał Ci się artykuł? Chcesz czytać ich więcej? Wesprzyj mises.pl!


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ludwig von Mises

O Autorze:

Ludwig von Mises

Ludwig von Mises był najwybitniejszym obrońcą kapitalizmu i krytykiem socjalizmu w XX wieku, najważniejszym przedstawicielem austriackiej szkoły ekonomii, nauczycielem Hayeka, Rothbarda oraz wielu innych ekonomistów i naukowców. Przez całe dorosłe życie pisał i wykładał w wielu krajach. Jest autorem kilkudziesięciu książek i ponad 250 artykułów. Pierwsza dłuższa praca Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel (Teoria pieniądza i kredytu, 1912) przyniosła mu uznanie w całej Europie. W kolejnej znakomitej książce Die Gemeinwirtschaft: Untersuchungen über den Sozialismus (Socjalizm, 1922) Mises przewidział upadek socjalizmu. Po Anschlussie Austrii Mises wyjeżdża do Szwajcarii, gdzie publikuje Nationalökonomie: Theorie des Handelns und Wirtschaftens (1940). W 1940 roku przenosi się do USA. Tu ukazuje się Human Action (1949) – rozszerzona, angielska wersja Nationalökonomie. Human Action, czyli Ludzkie działanie – opus magnum Misesa – zostało przetłumaczone na większość języków europejskich.

Pozostałe wpisy autora:

11 Komentarze “Mises: Co naziści zapożyczyli od Marksa?

  1. „Polilogizm ma szczególną metodę radzenia sobie z głosami sprzeciwu. Jeżeli jego zwolennicy nie zdołają zdemaskować pochodzenia oponenta, przyszywają mu zwyczajnie łatkę zdrajcy.”

    Carl Schurz, uczestnik rewolucji 1848 r. i późniejszy amerykański senator, spotkał Marksa w Kolonii na Kongresie Towarzystwa Demokratycznego i tak go zapamiętał:

    Miał wówczas trzydzieści lat i był uznanym przywódcą szkoły socjalistycznej. Krępy, silnie zbudowany mężczyzna o szerokim czole, włosach czarnych jak sadza, bujnym czarnym zaroście i ciemnych błyszczących oczach, natychmiast wzbudzał ogólne zainteresowanie. W swojej dziedzinie miał opinie wybitnego uczonego, a ponieważ niewiele wiedziałem o jego społeczno-ekonomicznych odkryciach i teoriach, tym bardziej pragnąłem wysłuchać słów mądrości płynących z ust słynnego człowieka. Doznałem jednak poczucia dziwnego zawodu. To, co mówił Marks, rzeczywiście było na pierwszy rzut oka pełne treści, logiczne i jasne. Nigdy jednak nie widziałem człowieka równie bezwzględnie aroganckiego. Żadnej opinii, różniącej się znacznie od jego własnej, nie uszanował choćby wzmianką. Każdego, kto mu się sprzeciwił, traktował z nieukrywaną pogardą. Na każdy niewygodny dlań argument, odpowiadał dotkliwym szyderstwem, nawiązującym do godnej pożałowania ignorancji swego rozmówcy lub obelżywymi podejrzeniami dotyczącymi osoby, która go przytoczyła. Doskonale pamiętam pozornie ironiczny ton, z jakim wypowiadał, a raczej wypluwał z siebie słowo „burżuazja”, burżujem zaś, to znaczy widocznym przykładem głębokiej duchowej i obyczajowej demoralizacji, był dlań każdy, kto ważył się sprzeciwić jego opiniom.

  2. Bardzo dobry tekst, oby więcej takich. Co do samego spostrzeżenia Pana Milesa, że ideologia hitlera i marksa oparte są na tym samym fundamencie „nieomylności” w stosunku do własnych ideologii, to jest ono nadzwyczaj trafne. Do tego wszystkiego dorzucił bym jeszcze ideologię demokracji, która jest niczym innym jak inną formą wcielenia socjalizmu opartą na tym samym spoiwie co ideologia hitlera czy marksa – jednym z przykładów niech będzie zakładanie z góry przez demokratów, że każda osoba, która ma od nich odmienne zdanie na jakiś temat jest skończonym idiotą czy wręcz społecznym wrogiem bądź zdrajcą, i to bez wchodzenia z tą osobą w jakiekolwiek merytoryczne dyskusje czy przedstawienia jej logicznych argumentów. Metoda ta bardzo często jest stosowana przez „naszych” i europejskich polityków. Także wielu redaktorów różnych gazet i mediów, w których prym wiedzie Gazeta wyborcza czy TVN. W tekście tym jest także inne trafne spostrzeżenie, chociaż niejako ukryte w tekście, mianowicie że spora część dzisiejszych tzw. intelektualistów, to pseudointelektualiści jako, że ciężko ich rozważania i wypowiedzi określić jako logiczne i spójne. Bardzo często nawet w jednym zdaniu twierdzącym, poszczególne ich fragmenty się ze sobą nawzajem wykluczają.

  3. Czy nie można tego zjawisko rozciągnąć na szeroko pojętą teologię? Ja widzę wiele podobieństw w podejściu do argumentacji innej niż „właściwa”. Linia podziału jest tutaj oczywiście inna: ludzie którzy posiedli dar prawdy objawionej oraz ci, którzy tego daru nie otrzymali.

  4. „Co do samego spostrzeżenia Pana Milesa, że ideologia hitlera i marksa oparte są na tym samym fundamencie „nieomylności” w stosunku do własnych ideologii, to jest ono nadzwyczaj trafne.”

    To samo można pisać pod adresem Misesa – też tworzy ideologię, w jego mniemaniu nieomylną i jedyną prawdziwą.

  5. @Farao
    to samo można powiedzieć o twoich komentarzach które nie mają za grosz merytorycznych kontrargumentów. a jesteś przekonany ze piszesz coś mądrego.

  6. Oczywiście, że piszę – i szacun dla niego za to. Niestety w czasach, kiedy on pisał swoją jedynie słuszną ideologię, 99% świata uczyło się i wyznawało marksizm-bismarckizm. A potem zamieniło marksiszm-bismarckizm na neomarksizm-keynesizm. I tak do dzisiaj z krótkimi przerwami na neoliberalizm-lafferyzm-balcerowiczyzm.

    Dlatego czas najwyższy na jedynie słuszną ideologię misesizm-nockizm-tuckeryzm-carsonizm, słowem LIBERTARIANIZM B***H! 🙂

  7. „to samo można powiedzieć o twoich komentarzach które nie mają za grosz merytorycznych kontrargumentów.”

    Przyganiały kotły garnkowi, a same smolą (post wyżej) ???

  8. @6:
    Równie dobrze możesz zarzucać każdemu, że ma własne zdanie w jakiejś kwestii. Mises pisze wyraźnie już na samym początku, że struktura logiczna jest wspólna dla wszystkich. Uważanie, że samemu ma się rację, że poprawnie rozumie się rzeczywistość, nie jest polilogizmem. Natomiast polilogicy są wewnętrznie sprzeczni gdy swoją rację przedkładają nad innych. Podważa to tezę, że struktur logicznych jest wiele. Powinni być konsekwentni w tym, że nie mogą porównywać się z innymi, co jest na dłuższą metę i tak skazane na porażkę.
    Jeżeli uważa się, że własne rozumienie rzeczy lepiej tłumaczy rzeczywistość niż ktokolwiek inny, to jest to przejawem wiary w jedną logikę, która jest wspólna wszystkim. Inni po prostu się mylą.
    Stosunek do odrębnych opinii jest osobną kwestią – skoro inni mogą się mylić, to ja też. Często może się nie dać określić, co jest prawdziwe. Co zupełnie nie jest tożsame temu, że sprzeczne tezy będą jednocześnie prawdziwe. Po prostu nie wiemy, które są dobre a które nie.
    Chodzi w każdym razie o to, że każdy podąża po tej samej ścieżce zrozumienia. Marksiści i inni im podobni, woleli temu zaprzeczyć, wtedy łatwiej „obalić” przeciwników, nie trzeba się wykazywać logiką. Mises może się mylić, ale nie sądzę aby nie dał się przekonać do rzeczy, do których ktoś zdołałby go przekonać co do ich prawdziwości.
    Mniejsza z tym „co Mises…”, chyba wiele osób nie będzie w zaparte bronić tez, których nieprawdziwość ktoś inny udowodni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy