Reisman: Ku chwale kapitalistycznego jednego procenta

13 marca 2012 Interwencjonizm komentarze: 33

Autor: George Reisman
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dawid Świonder
Wersja PDF

kapitalizmProtestujący z ruchu Occupy Wall Street i jego licznych klonów w kraju i na świecie skandują, że jeden procent populacji posiada całe bogactwo oraz żyje kosztem pozostałych 99 procent. Oczywistym rozwiązaniem, jakie sugerują, jest, by owe 99 procent przejęło majątek jednego procenta i korzystało zeń z pożytkiem dla siebie, zamiast pozwalać, by nadal użytkowany był na korzyść jednego procenta, czyli chciwych kapitalistycznych wyzyskiwaczy, którzy nijak nie zasłużyli na swoje bogactwo. Innymi słowy, domniemane założenia programowe protestujących są tożsame z socjalizmem i redystrybucją majątku.

Pomijając wyolbrzymiony charakter roszczeń ruchu, prawdą jest, że mniejszość społeczeństwa posiada znacznie większą część bogactwa kraju. Wartości „jeden procent” i „99 procent”, jakkolwiek przesadzone, służą ukazaniu tego faktu w możliwie najjaśniejszym świetle.

Protestujący nie zdają sobie jednak sprawy z faktu, że bogactwo jednego procenta zapewnia standard życia pozostałych 99 procent.

Protestujący nie są tego świadomi, ponieważ widzą świat przez intelektualną soczewkę, która nie przystaje do życia w warunkach kapitalizmu i gospodarki rynkowej. Widzą oni świat, jakim był on kilka wieków temu, a jaki tylko gdzieniegdzie istnieje nadal — świat samowystarczalnych gospodarstw rodzinnych, z których każde produkuje na własne potrzeby i zasadniczo nie uczestniczy w wymianie rynkowej.

W takim świecie, kiedy ktoś — widząc pole rolnika lub jego stodołę, pług czy zwierzęta pociągowe — zapyta, komu służą te środki produkcji, w odpowiedzi usłyszy: rolnikowi i jego rodzinie, nikomu więcej. W takim świecie ci, którzy nie posiadają środków produkcji, nie mogą — poza okazjonalną jałmużną od posiadających je — czerpać z nich korzyści, o ile sami w jakiś sposób nie staną się właścicielami środków produkcji. Nie mogą czerpać korzyści ze środków produkcji należących do innych osób za wyjątkiem sytuacji, gdy je odziedziczą bądź przechwycą.

W świecie protestujących środki produkcji mają zasadniczo ten sam status co dobra konsumpcyjne, które z reguły przynoszą korzyść tylko ich właścicielom. To właśnie dlatego ci, których cechuje mentalność podobna do protestujących, opisują zazwyczaj kapitalistów jako otylców, których stoły uginają się pod górami jedzenia, podczas gdy masy pracowników muszą żyć w głodzie. Według tej mentalności, redystrybucja bogactwa to jedynie kwestia odebrania części z przepełnionych talerzy kapitalistom i rozdania ich głodującym robotnikom.

Wbrew tym przekonaniom, we współczesnym świecie, w którym żyjemy, dobra konsumpcyjne wcale nie stanowią dużej części bogactwa kapitalistów. Nie tylko w przeważającym stopniu składa się ono ze środków produkcji, ale ponadto środki te używane są do produkcji dóbr i usług, które sprzedawane są na rynku. Beneficjentem materialnych korzyści, jakie płyną ze środków produkcji należących do kapitalistów, jest każdy konsument, kupujący ich produkty — a więc zupełnie inaczej niż w warunkach samowystarczalnych gospodarstw domowych.

Przykładowo, w gospodarce kapitalistycznej każdy, kto kupuje produkty General Motors lub Exxon Mobil, nie posiadając ani jednej akcji tych firm, czerpie korzyść z ich środków produkcji: nabywca samochodu GM korzysta z fabryki GM, która ów samochód wyprodukowała; nabywca benzyny Exxonu korzysta z jego szybów naftowych, rurociągów oraz cystern. Co więcej, każdy, kto kupuje produkty klientów GM i Exxon, także czerpie korzyść ze środków produkcji tych firm — w takim zakresie, w jakim pośrednio przyczyniły się one do produkcji towarów klientów GM i Exxonu. Na przykład stali klienci sklepów spożywczych, których towary dostarczane są ciężarówkami wyprodukowanymi przez GM i zasilanymi paliwem z rafinerii Exxonu, są beneficjentami korzyści, płynących z istnienia fabryk ciężarówek GM i rafinerii Exxonu. Nawet każdy, kto kupuje produkty konkurentów (lub ich klientów) GM i Exxonu, odnosi korzyści z istnienia środków produkcji GM i Exxonu. Jest tak, ponieważ środki produkcji GM oraz Exxonu pozwalają uzyskać większą — i przeto tańszą — podaż tego rodzaju dóbr, które sprzedają ich konkurenci.

Innymi słowy, my wszyscy — 100 procent nas — korzystamy z bogactwa znienawidzonych kapitalistów. Korzystamy, samemu nie będąc kapitalistami lub będąc nimi tylko w jakimś niewielkim stopniu. Protestujący są dosłownie utrzymywani przy życiu przez bogactwo kapitalistów, których nie cierpią. Jak wyżej wspomniano, pola naftowe i rurociągi znienawidzonej korporacji Exxon dostarczają paliwo do traktorów i ciężarówek, koniecznych do produkcji i dostawy żywności, którą posilają się protestujący. Protestujący oraz inni wrogo nastawieni do kapitalistów, żywią tym samym nienawiść do podstaw swej własnej egzystencji.

Pożytek, jaki ze środków produkcji należących do kapitalistów czerpią nieposiadający ich, rozciąga się nie tylko na nabywców towarów wyprodukowanych za ich pomocą, lecz także na oferujących swą pracę, których zatrudnia się przy obsłudze owych środków produkcji. Ujmując to inaczej, bogactwo kapitalistów jest źródłem zarówno podaży produktów, które nieposiadający środków produkcji nabywają, jak i popytu na pracę, którą nieposiadający środków produkcji oferują. Z tego wynika, że im większa jest liczba kapitalistów i większe jest ich bogactwo, tym większa jest podaż produktów oraz popyt na pracę, a zatem niższe są ceny i wyższe są płace — innymi słowy, wyższy jest poziom życia każdej osoby. Nic nie służy osobistemu interesowi przeciętnego człowieka bardziej niż życie w społeczeństwie pełnym kapitalistów-multimiliarderów i ich korporacji, pracowicie używających swego bogactwa do produkcji towarów, które on kupuje, oraz do konkurowania o pracę, którą on oferuje.

Mimo to, świat o jakim marzą protestujący, jest światem, z którego kapitaliści-miliarderzy oraz ich korporacje zostaliby wygnani i zastąpieni drobnymi, biednymi producentami, którzy nie byliby jakoś szczególnie bogatsi niż sami protestujący. Spodziewają się, że w świecie takich producentów — producentów, którym brak kapitału koniecznego do produkcji większości towarów (nie mówiąc już o kontynuacji masowej produkcji zaawansowanych technologicznie produktów współczesnego kapitalizmu) — pod względem gospodarczym będzie im się w jakiś sposób powodziło lepiej niż teraz. Wyraźnie zatem urojenia protestujących nie mogłyby bardziej rozmijać się z prawdą.

Oprócz niezdawania sobie sprawy z tego, iż bogactwo jednego procenta stanowi podstawę standardu życia 99 procent, protestującym umyka także fakt, że „chciwość” tych, którzy dążą do bycia częścią owego jednego procenta bądź pragną polepszenia swej pozycji w jego ramach, jest tym, co stopniowo przyczynia się do poprawy poziomu życia 99 procent.

Oczywiście, powyższa analiza nie odnosi się do bogactwa, które osiągnięto dzięki środkom interwencji państwa, takim jak subsydia rządowe czy ograniczanie konkurencji za pomocą ochronnych ceł itp. Stosowanie tych metod jest możliwe w takim stopniu, w jakim pozwolono, by rząd odszedł od polityki ścisłego leseferyzmu — a zatem, by arbitralnie karał i nagradzał firmy.

Z wyjątkiem tego typu aberracji, sposób, w jaki gromadzone są biznesowe fortuny, polega na osiąganiu wysokich zysków — generowanych przez wprowadzanie nowych i coraz doskonalszych produktów oraz wdrażanie bardziej efektywnych i tańszych metod produkcji — które są następnie oszczędzane i reinwestowane.

Na przykład, wynosząca sześć miliardów dolarów fortuna Steve’a Jobsa zbudowana została dzięki temu, że pan Jobs umożliwił Apple Computer wprowadzenie nowych i lepszych produktów, jak iPod, iPhone oraz iPad, a następnie intensywnie oszczędzał i reinwestował część z zysków, które osiągnął.

Konieczne jest tu wyjaśnienie dwóch, blisko związanych z tym kwestii. Po pierwsze, tak zgromadzone fortuny są zazwyczaj przeznaczane na zwiększenie skali produkcji dóbr przynoszących zyski, dzięki którym możliwa była akumulacja owych fortun. Tak więc, przykładowo, miliardy Jobsa służą w znacznym stopniu wytwarzaniu produktów Apple. Podobnie było w przypadku Henry’ego Forda, który po wdrożeniu przełomowych udoskonaleń w produkcji samochodów — w wyniku czego cena nowego auta spadła z około 10 tys. dolarów na początku XX wieku do 300 dolarów w połowie lat 20. XX wieku — dorobił się wielkiej fortuny, której użycie umożliwiło produkcję milionów automobili.

Po drugie, wysokie stopy zysków osiąganych z nowych i udoskonalonych produktów oraz metod produkcji mają charakter tymczasowy. Jak tylko produkcja nowego produktu bądź wykorzystanie nowej jej metody staje się normą w danym przemyśle, wyjątkowa zyskowność zanika. Nowe udoskonalenia nieustannie sprawiają, że każde poprzednie stają się niezyskowne. Przykładowo, pierwsza generacja iPhone’ów — wysoce zyskowna jeszcze kilka lat temu — jest lub wkrótce będzie niezyskowna, ponieważ dalsze postępy technologii uczyniły ją przestarzałą.

Z tego powodu akumulacja wielkich fortun biznesowych wymaga zazwyczaj wdrożenia serii udoskonaleń produktów lub metod produkcji. Jest to konieczne, by w warunkach konkurencji utrzymać wysoką stopę zysków. Na przykład wieloletnia możliwość utrzymania przez Intela wysokiej stopy zysków zależała od jego zdolności do wdrażania — jednego po drugim — istotnych ulepszeń mikroprocesorów. Efektem netto było to, że użytkownicy komputerów korzystali z coraz to nowszych mikroprocesorów, przy czym ich ceny nie tylko nie wzrosły, ale wręcz drastycznie spadły. O tyle, o ile wysokie zyski wynikają z niskich kosztów produkcji, konkurencja powoduje spadek cen odpowiadający niższemu poziomowi kosztów, co czyni koniecznym dążenie do dalszych ich redukcji w celu utrzymania wysokiej zyskowności.

Jest to oczywiście prawdą nie tylko w odniesieniu do Intela i mikroprocesorów, ale do całego przemysłu komputerowego. Gigabajty pamięci i terabajty pojemności dysków twardych kosztują teraz mniej niż megabajty pamięci i pojemności kilka dekad temu. Co więcej, jeśli wiemy, jak szukać, odkryjemy, iż zasada wciąż liczniejszych i lepszych produktów za coraz niższą cenę dotyczy całej gospodarki. Działa ona zarówno w przemyśle spożywczym, jak i odzieżowym, branży high-tech oraz we wszystkich pozostałych sferach produkcji.

Zasada ta obecna jest w gospodarce nawet pomimo znacznego i wieloletniego wzrostu cen produktów, spowodowanego rządową inflacją podaży pieniądza. Jeśli jednak policzyć w kategoriach ilości pracy, jaką przeciętna osoba musi wykonać, by zarobić ilość pieniędzy, która pozwoli jej na kupno owych produktów, to okaże się, że ich ceny wyraźnie spadły.

Można to dostrzec w fakcie, iż przeciętny robotnik pracuje 40 godzin tygodniowo, podczas gdy sto lat temu pracował on 60 godzin tygodniowo. Za 40 godzin swej pracy przeciętny, współczesny robotnik otrzymuje dobra i usługi, składające się na średni poziom życia w roku 2011 — tj. rzeczy, takie jak: samochód, lodówka, klimatyzacja, centralne ogrzewanie, większa i lepsza jakościowo przestrzeń życiowa, lepsza żywność i odzież, współczesna medycyna i stomatologia, kino, komputer, telefon komórkowy, telewizor, zmywarko-suszarka, mikrofalówka itd. Przeciętny robotnik z roku 1911 albo nie posiadał tych rzeczy w ogóle, albo w dużo mniejszej ilości i znacznie gorszej jakości.

Jeśli określimy dobra i usługi, jakie ma do dyspozycji przeciętny, współczesny robotnik za 40 godzin swej pracy tygodniowo, jako 10 razy lepsze od tych, jakimi dysponował przeciętny robotnik z roku 1911 za 60 godzin swej pracy, będzie to oznaczać — posługując się kategoriami ilości pracy, którą należy wykonać obecnie, by móc nabyć dobra i usługi odpowiadające poziomowi życia z roku 1911 — iż ceny spadły do jednej piętnastej (iloczyn dwóch trzecich i jednej dziesiątej) ich poziomu z roku 1911. Innymi słowy, spadły o 93,33 procent.

Kapitalizm — leseferystyczny kapitalizm — jest idealnym systemem gospodarczym. Stanowi ucieleśnienie wolności osobistej oraz dążenia do realizacji własnego interesu. Jego rezultatem jest stopniowy wzrost dobrobytu wszystkich ludzi, objawiający się w zwiększonej długości życia oraz wciąż poprawiających się warunkach materialnych.

Stagnacja i kryzys gospodarczy oraz problemy masowego bezrobocia i rosnącej biedy, z jakimi od kilku lat borykają się Stany Zjednoczone, są skutkiem pogwałcenia wolności osobistej oraz swobody dążenia do realizacji własnego interesu. Rząd skrępował system gospodarczy rozrastającą się siecią paraliżujących przepisów i regulacji, które — uniemożliwiając produkcję pożądanych przez ludzi dóbr i usług — przymuszają do produkcji dóbr i usług, których nikt nie chce, nieustannie czyniąc tym samym produkcję wszystkich rzeczy bardziej kosztowną, niż to jest konieczne. Jako przykład niech posłużą zakazy dotyczące produkcji energii atomowej, ropy naftowej, węgla oraz gazu naturalnego, które powodują wyższy koszt energii. Wiąże się to z mniejszą jej ilością możliwą do wykorzystania w procesie produkcji, przez co do wytworzenia określonej ilości dóbr konieczne są większe nakłady pracy ludzkich rąk. W wyniku tego dostępnych jest mniej dóbr, za pomocą których można by wynagrodzić daną ilość pracy.

Niekontrolowane wydatki rządowe, towarzyszące im deficyty budżetowe oraz zadłużenie, wraz z podatkami od dochodu, nieruchomości oraz zysków kapitałowych — wszystkie nałożone na fundusze, które w przeciwnym razie byłyby obficie oszczędzane i inwestowane — drenują kapitał z gospodarki. Zapobiegają zatem zarówno wzrostowi podaży dóbr, jak i popytu na pracę, który byłby możliwy, gdyby kapitał pozostał w rękach biznesu. Sytuacja ta zaszła już na tyle daleko, że podaż kapitału w gospodarce — w porównaniu z przeszłością — zaczyna ulegać redukcji.

Innymi słowy, proces akumulacji kapitału został nadszarpnięty i może ostatecznie zostać odwrócony w jego konsumpcję jako efekt kolejnych rządowych regulacji, podnoszących koszty produkcji i tym samym zmniejszających jej wydajność. Odnosi się to zasadniczo do wszystkich regulacji narzuconych przez takie agencje rządowe, jak: Environmental Protection Agency (Agencja Ochrony Środowiska), Occupational Safety and Health Administration (Urząd Bezpieczeństwa i Higieny Pracy), Consumer Product Safety Commission (Komisja Ochrony Konsumenta), National Labor Relations Board (Krajowa Rada Pracownicza), Food and Drug Administration (Urząd ds. Żywności i Lekarstw).  Na skutek tego produktywność pracy wykonywanej w gospodarce jest mniejsza, niż byłaby w przeciwnym razie.

Idąc dalej, wszystko, co przyczynia się do redukcji produktywności w ogóle, w szczególności przyczynia się do obniżenia wydajności w zakresie produkcji dóbr kapitałowych. Z powodu takich interwencji rządu, dowolna ilość pracy i dóbr kapitałowych, poświęcona na produkcję dóbr kapitałowych (konsumpcyjnych), skutkuje wyprodukowaniem mniejszej ilości dóbr kapitałowych (konsumpcyjnych). Niewielkie zredukowanie podaży produkowanych dóbr kapitałowych przyczynia się do spowolnienia rozwoju gospodarczego. Redukcja podaży produkowanych dóbr kapitałowych na tyle znaczna, by zapobiec jakiemukolwiek przyrostowi już istniejącej ich ilości — tj. kładąca kres akumulacji kapitału — całkowicie zatrzymuje rozwój gospodarczy. Jeszcze większa redukcja, w wyniku której podaż produkowanych dóbr kapitałowych jest mniejsza od ilości, jaka ulega zużyciu w procesie produkcji, oznacza konsumpcję kapitału i tym samym załamanie się mocy wytwórczych gospodarki. Prawdopodobnie w takim właśnie położeniu znajdują się Stany Zjednoczone.

Problem konsumpcji kapitału znacznie się pogłębił na skutek olbrzymiej ekspansji kredytowej, zainicjowanej przez System Rezerwy Federalnej i jego politykę łatwego pieniądza oraz sztucznie zaniżonych stóp procentowych. Polityka ta doprowadziła kolejno do dwóch ogromnych baniek spekulacyjnych, gdy nowo wykreowane pieniądze zalały najpierw rynek papierów wartościowych, a później rynek nieruchomości. W okresie między tymi bańkami doszło do utraty bilionów dolarów kapitału. W obu przypadkach miała miejsce przesadna konsumpcja. Ludzie rzucili się — nierzadko zaciągając przy tym pokaźne długi — w wir zakupów nowych aut, sprzętu RTV/AGD, wakacji oraz innych rodzajów luksusowych dóbr, na co nie zdecydowaliby się, gdyby nie ekspansja kredytowa.

Tym, co wprowadziło ludzi w błąd, pozwalając im wierzyć, że stać ich na te wszystkie rzeczy, był z jednej strony sztuczny wzrost cen akcji, z drugiej natomiast — sztuczny wzrost cen nieruchomości. To pozorne bogactwo znikło wraz z załamaniem się cen akcji i, później, cen nieruchomości. Ponadto, podczas bańki na rynku nieruchomości wybudowano miliony domów dla ludzi, którzy nie byli w stanie ich spłacić. Wszystko to było jednoznaczne z ogromną utratą kapitału i tym samym zdolności biznesu do produkowania i zatrudniania. To właśnie jest przyczyną naszego obecnego problemu z masowym bezrobociem.

Nawet pomimo owej utraty kapitału bezrobocie mogłoby zostać wyeliminowane, lecz do realizacji tego zamierzenia konieczne byłoby obniżenie płac. Jednak takie rozwiązanie jest obecnie nielegalne na skutek istnienia przepisów o płacy minimalnej i legislacji przychylnej związkom zawodowym. Prawa te uniemożliwiają pracodawcom zaoferowanie niższych stawek płac, za które bezrobotni mogliby zostać zatrudnieni ponownie.

A zatem — jakkolwiek ironicznie mogłoby to wyglądać — okazuje się, że właściwie wszystkie problemy, o które protestujący z Occupy Wall Street mają pretensje, stanowią skutek funkcjonowania popieranej przez nich polityki, w którą tak żarliwie wierzą. To ich przesiąknięta marksizmem mentalność oraz będące jej rezultatem programy rządowe są odpowiedzialne za to, na co narzekają. W efekcie, protestujący przypominają niczego nieświadomych flagelantów. Biczują się raz za razem, a jako okładu na swe rany domagają się kolejnych ciosów i łańcuchów. Nie są w stanie tego dostrzec, ponieważ nie rozumieją, że poprzez naruszenie swobody działania biznesmenów i kapitalistów oraz odebranie i skonsumowanie ich bogactwa — tj. przez posłużenie się narzędziami przemocy wobec owej niewielkiej, znienawidzonej grupy — zniszczyliby podstawę własnego dobrobytu.

Niezależnie od stopnia, w jakim protestujący zasługują, by cierpieć niedolę — wszak spowodowaną wprowadzeniem w życie ich własnych idei — byłoby znacznie lepiej, gdyby uświadomili sobie, w jakim żyją świecie, i pojęli prawdziwą naturę kapitalizmu, kierując swój gniew we właściwą stronę. W ten sposób mogliby realnie przyczynić się do polepszenia gospodarczego dobrobytu — w tym także swojego własnego.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

George Reisman

Pozostałe wpisy autora:

33 Komentarze “Reisman: Ku chwale kapitalistycznego jednego procenta

  1. „bogactwo jednego procenta zapewnia standard życia pozostałych 99 procent.”

    Super, tylko JAK ten 1% wszedł w posiadania tego bogactwa?

  2. Tekst LOLowy. Akumulacja wielkich fortun wymaga przede wszystkim ceł, subsydiów, koncesji, reżimu patentowego, likwidowania ryzyka handlowego, „partnerstwa” publiczno-prywatnego i paru innych „udoskonaleń”. Bezpośrednie, finansowe subwencje o charakterze „kryzysowym” to tylko niewielki wycinek całokształtu państwowej pomocy i przywilejów, oferowanych „1%”. Reismanowi najwyraźniej należałoby przypomnieć ATRK – austriacką teorię regulowanej kartelizacji, bo trochę odleciał.

    Jeśli chodzi o 1% w ujęciu „austriackim”, to od Reismana wolę innego przedstawiciela ASE – Josepha R. Stromberga, stałego publicystę lewrockwell.com:

    http://liberalis.pl/2010/06/09/joseph-r-stromberg-ekonomia-polityczna-liberalnego-korporacjonizmu/

  3. Nie pomylcie Panowie skutku z przyczyną.
    Pamiętam wypowiedź Gates’a po wyroku nakazującym podział Microsoftu. Powiedział, że nie przykładał wagi do tego aby mieć swoich ludzi w Waszyngtonie i że już więcej nie popełni tego błędu.
    Państwo boi się żeby jakaś siła nie zagroziła jego dominacji, tak jak Filip IV Piękny bał się wzrostu znaczenia templariuszy.
    Wrogiem jest państwo, a nie bogaci ludzie.

    „Super, tylko JAK ten 1% wszedł w posiadania tego bogactwa”?
    Kulczyk – zły
    Karkosik – dobry
    Solorz-Żak – zły
    Sołowow – dobry
    Krauze – zły
    Czym się różnią dobrzy od złych? Tym, że źli wywodzą się z nomenklatury.

    Maluczcy jątrzą przeciw bogatym ale prawda jest taka, że więcej byście zdziałali dorabiając się bogactwa, a potem odgórnie zwalczając system (np. jako posiadacze mediów czy choćby jak Palikot wykorzystując pieniądze do stworzenia siły politycznej), czego sobie i Wam życzę.

  4. @5

    „Wrogiem jest państwo, a nie bogaci ludzie.”

    Jestem daleki od wieszania psów na bogatych ludziach. Nie zmienia to jednak faktu, że tekst Reismana stanowi imo nieporozumienie i merytoryczne dno. Każdy bardziej ogarnięty od niego „Austriak” powie ci, że absolutnie pierwszą regułą, jaką należy sobie przyswoić w budowaniu wielkiego biznesu, jest „zaprzyjaźnienie się”, względnie uzależnienie od siebie – państwa. Ponieważ żaden inny podmiot, łącznie z masowym rynkiem indywidualnym, nie jest zdolny wydać takich sum na kompletnie nieopłacalne rzeczy. Szczegółów rzecz jasna nie znam, znam tylko sprawę od strony własnych, bezpośrednich obserwacji, oraz trochę historycznych, jak to słynni kapitaliści w pocie czoła budujący innowacyjne rozwiązania w garażach dostali „pierwsze duże zlecenie” wyposażenia szkół w całym stanie, urzędów pracy w całym województwie, „floty ministerstwa” lub „ekwipażu armii.

    „Pamiętam wypowiedź Gates’a po wyroku nakazującym podział Microsoftu. Powiedział, że nie przykładał wagi do tego aby mieć swoich ludzi w Waszyngtonie”

    Z całym szacunkiem dla geniuszu Gatesa, ale oprogramowanie na government license to on sprzedawał, aż mu się uszy trzęsły. Z reżimu patentowego też korzystał. Apple z kolei prawdopodobnie nie dotrwałoby do drugiej połowy lat 90-tych, gdyby nie pomoc rządu. Kontrakty w sektorze publicznym (szczególnie szkolnictwo USA) pomogły przetrwać Apple trudny okres przed powrotem Jobsa. „The Apple II became one of the most recognizable and successful computers during the 1980s and early 1990s. It was aggressively marketed through volume discounts and manufacturing arrangements to educational institutions which made it the first computer in widespread use in American secondary schools. ”

    http://en.wikipedia.org/wiki/Apple_II_series

    Niestety, ale to jest właśnie najkrótsza droga do kantyny oficerskiej, w której przesiaduje ów 1%. Z ostatnich gigantów to chyba tylko Google nie stało się potęgą w wyniku sprzedania rządowi czegoś po „preferencyjnych” cenach – ale pozostali, włącznie z Apple, Microsoftem, HP, Oracle, firmami z branży motoryzacyjnej, przemysłowej czy lotniczej – „pierwszy milion” czy też miliard, no, pierwszą „większą kasę” otrzymała w wyniku złożenia przez rząd zamówienia na ogromną ilość oferowanego towaru w znacznie obniżonej cenie, ewentualnie zamówienia niewielkiej liczbowo ilości towaru, np. samolotów, za hiperwysoką cenę płaconą cudzymi pieniędzmi.

    Tak się robi Wielki Biznes.

  5. Ad kawador 6
    Dlatego na samym początku napisałem żeby nie pomylić skutku z przyczyną.
    To firmy się dostosowują dlatego, że państwo jest jakie jest.

  6. @grudge, „więcej byście zdziałali dorabiając się bogactwa, a potem odgórnie zwalczając system” – równie dobrze możesz pomarzyć o tym, że politycy sami z siebie zaproponują reformy liberalizacyjne. To jest mocne bujanie w obłokach. Ci, którzy dostają się na szczyt – zarówno w polityce, jak i w aktualnym układzie pseudokapitalistycznym – na dwa sposoby są zabetonowani w układzie: primo, negatywna selekcja – niepsychopaci i niesocjopaci mają nikłe szanse w tych zawodach, secundo – wtórne przystosowanie, po dwudziestu latach lizania wielu osobom nie powiem czego i dawania nie powiem czego, żeby się przebić (skur**nie gorsze niż pani na ulicy) ostatnią rzeczą, której Ci ludzie pragną, jest zaprzepaszczenie swojej ciężkiej i ohydnej pracy i oddanie swoich przywilejów/zdobytych frukt.

    „Żelazne prawo oligarchii – kto władzę ma, najpierw o nią się martwi”.

  7. @7

    Zgoda. Ale jest też druga strona medalu – wielcy kapitaliści nie chcą wolnego rynku. Wolna konkurencja potrafi zabić w przeciągu dosłownie kilku lat. Konkurencja oznacza niepewność. Państwo i znajomości w rządzie dają natomiast gwarancję zysków i stabilność na całe pokolenia. Dlatego kapitaliści przyczyniają się do budowy socjalizmu w biznesie:

    http://mises.pl/blog/2011/05/02/chodorov-jak-kapitalisci-przyczyniaja-sie-do-budowy-socjalizmu/

    Dlatego moim zdaniem Instytut Misesa powinien więcej uwagi poświęcać roli, jaką w budowaniu bolszewizmu odgrywają korporacje. Korporacje – podobnie jak państwa – to totalitarne organizmy, których skala już dawno przekroczyła jakikolwiek racjonalny poziom. Jak się ogląda taką korporacje „od środka”, porównania z bolszewizmem są całkowicie uzasadnione. Tak jak komuna i jej malowane na zielono trawniki wyglądały na raj dobrobytu, tak i korporacje z wierzchu wyglądają na kapitalistyczne opoki. Absurdy opisywane w satyrycznych komiksach typu dilbert to właśnie objawy ogólnosocjalistycznej paranoi. Metody działania stosowane przez te twory w gruncie rzeczy niewiele odbiegają od narodowosocjalistycznej, czy klasowosocjalistycznej propagandy. Potwierdzają to opinie nie zwykłych pracowników korporacji, a właścicieli firm, którzy sprzedali (dobrowolnie i z ogromnym zyskiem) swoje prywatne biznesy korporacjom, po czym byli w tych korporacjach na stanowiskach kierowniczych lub w ich zarządach. Przy okazji ostatnio (w różnych krajach różnie) korporacje oprócz robienia biznesów zajmują się tresowaniem pracowników. Terror politycznej poprawności rządzi i osiąga niebotyczne rozmiary.

  8. @9:

    To, jak w środku korporacje są zbudowane, to już tylko ich osobisty problem. Libertarianie nie mają przecież nic przeciwko dobrowolnym komunom. Chodzi tylko o to, żeby to faktycznie był tylko ich osobisty problem. 🙂

  9. Ad panika 2008 8
    Pokazałem jedynie drogę jaką można pójść aby spróbować coś zmienić. Te dyskusje na forach przypominają fragment „Żywotu Briana”, w którym zeloci jedynie dyskutują jak obalić Rzymian, nie podejmując jednocześnie żadnych aktywnych działań.
    Ja spróbuję pójść tą drogą jak mi sie nie uda nic zmienić to przynajmniej będe miał pieniądze aby mieć to cało bagno gdzieś. Co Wy zrobicie Wasza sprawa.

    Ad kwawador 9
    „Ale jest też druga strona medalu – wielcy kapitaliści nie chcą wolnego rynku”.
    No właśnie, a ja w dalszym ciągu apeluje nie mylcie skutku z przyczyną. To firmy się dostosowują dlatego, że państwo jest jakie jest.

  10. Masz pampalini rację, ale nie widzę powodu, żeby – jak zdaje się robić Reisman – wychwalać pod niebiosa te komuszo-feudalne stosunki.

  11. Autor chyba nie do konca rozumie co znaczy kapitalizm. W kapitalizmie zysk jest premia za ryzyko, natomiast korporacje osiagaja zyski pomimo nadmiernej ekspozycji na ryzyko, bo sa „zbyt duze by upasc” i panstwa dokladaja publiczne pieniadze by je ratowac (patrz amerykanski bailout, choc np. Lehman, a wczesniej Bearn Stearns, Enron i Worldcom upadly i nikt im nie pomogl). Co z tego, ze robotnicy moga kupic analogiczne produkty 93,33%, skoro w tym samym czasie wartosc tego pieniadza spadla o 98%! Ja mam ten problem, ze mam kapital do ochrony i nie jestem tego w stanie zrobic – albo dopadnie mnie rynek, albo inflacja, albo kolejny kryzys wywolany wykorzystywaniem przez korporacje swoich mozliwosci. Jak czytam „wprowadzanie nowych i coraz doskonalszych produktów oraz wdrażanie bardziej efektywnych i tańszych metod produkcji — które są następnie oszczędzane i reinwestowane”, to nawet sie nie smieje – w co zainwestuje Apple? W jeszcze tanszego Chinczyka z Foxconu, ktory doklada 2 dolary do ceny ich produktu? Niech autor zatrudni sie w korporacji, to bedzie wiedzial, ze rzadza tam finansowi, dla ktorych najwazniejszy jest koniec kwartalu, polorocza i zamkniecie roku finansowego – po tych terminach to juz ich tam nie bedzie, a wczesniej odejda z premiami takimi, jak bankowosc w 2008r. I ksztalt panstwa nie bedzie tu mial nic do rzeczy – jesli nie pilnujesz kur, to przyjdzie lis i je zje, bo bedzie mial taka mozliwosc – proste!
    Chyba juz wczesniej zostalo wspomniane, ze korporacje sa w istocie calkowicie przeciwko wolnemu rynkowi i tworza monopole duzo wieksze i potezniejsze, niz kraje. Panstwa sa wg mnie „takie jakie sa”, poniewaz korporacyjny lobbing i pieniadze za nimi stojace maja olbrzymi wplyw na polityke i prawodawstwo (w tym na subsydia okreslonych dzialan). Wystarczy spojrzec na zyciorysy tych, ktorzy rzadza duzymi instytucjami (np. FED, czy amerykanski skarb) – to sa ludzie, ktorzy z bankierow stawali sie politykami, ktorzy sa potrzebnie swoim dawnym wspolpracownikom, aby dalo sie zarabiac bez ponoszenia ryzyka i konsekwencji zlych decyzji (w tym, do ratowania korporacji za publiczne pieniadze z przyszlych wplywow podatkowych, ktore autor tak skrytykowal). Pieniadze sa takze tworzone przez korporacje, a nie przez zadne rzady (nie zapominajac o odsetkach od tych nowo powstalych pieniedzy, ktore pojawia sie w systemie dopiero wtedy, gdy kolejni sie zadluza).
    Reasumujac, nie zgadzam sie ze regulacje tlamsza wolny rynek, ktory jest taka sama utopia jak „odwortne” ideologie, ktore tez sie nie sprawdzily. I „boze bron” przed jeszcze tansza i bardziej przemyslowo produkowana zywnoscia, ktora korporacje i ich wlasciciele (1%) beda nam serwowa – rozumie ten, kto pamieta jeszcze smak zywnosci produkowanej przez „rolnika (..) pług czy zwierzęta pociągowe”.

  12. Ad grudge 5
    > Czym się różnią dobrzy od złych? Tym, że źli wywodzą się z nomenklatury.

    W kapitalizmie masz byc premiowany za ponoszone ryzyko, prace i pomyslowosc (innowacyjnosc), a nie za bycie z nomenklatury, lub bycie wiekszym niz inni. W twoim przekonaniu taki przykladowy Kadafi zaslugiwalby na fortune, ktora dysponowal (aginal, bo chcial sie wylamac z rozliczania ropy w dolarach – masowo drukowanych, ktore trzeba gdzies „pakowac”, zeby nie miec dwucyfrowej inflacji). Sam sobie ocen, ktorzy z podanych przez ciebie panow spelniaja moje przykladowe kryteria i zasluguja na swoje majatki. Doloz takze tych wszystkich, ktorzy nie byli z nomenklatury, a swoja praca i innowacyjnoscia oraz poniesionym ryzykiem doszli do duzej kasy – chyba rowne szanse na wolnym rynku, akurat nie dzialaly. Ocen tez „creme de la creme” swiatowej finansjery i sytuacje, w ktorej np. zarzady wielkich bankow inwestycyjnych biera kilkadziesiat milionow $ bonusu mimo, ze instytucja ktora kieruja maja miliardy $ straty i trzeba ja ratowac. Kto za to placi? Ja i pozostali frajerzy bez korporacyjnej mentalnosci.

  13. @grudge

    „ja w dalszym ciągu apeluje nie mylcie skutku z przyczyną.”

    Przyczyny są zawsze takie same bez względu na epokę:

    „Kiedy legislatorzy ustanawiają prawa kupna i sprzedaży, pierwszą rzeczą, która zostanie kupiona i sprzedana, będą legislatorzy”

    — P. J. O’Rourke

  14. @Daniel

    „Chyba juz wczesniej zostalo wspomniane, ze korporacje sa w istocie calkowicie przeciwko wolnemu rynkowi i tworza monopole duzo wieksze i potezniejsze, niz kraje.”

    Monopol korporacji jest zawsze taki, jaki jest monopol państwa i zakres przywilejów państwowych oferowanych tym korporacjom.

    „nie zgadzam sie ze regulacje tlamsza wolny rynek”

    Zależy, co rozumiesz przez regulacje. Bo to słówko jest trochę mylące. Mateusz Machaj niedawno pisał, że „z punktu widzenia praktyki prawnej ‚deregulacja’ zawsze wymaga jakichś ‚regulacji’, a ‚regulacja’ na upartego może się wyrażać jakąś ‚deregulacją’. Z punktu widzenia systemu rynkowego i sprawności funkcjonowania gospodarki nie chodzi o dwie agregatowe i dychotomiczne wielkości: ‚regulacje’ i ‚deregulacje’, lecz o to, jak wyglądają poszczególne rozwiązania prawne i kto je egzekwuje. Na przykład zwolennicy standardu złota są za odpowiednią regulacją, która przywróci pieniądz rynkowy i jasno go zdefiniuje, a regulacyjni zwolennicy obecnego systemu opowiadają się za zderegulowaną produkcją pieniądza (a przynajmniej bardziej zderegulowaną niż w przypadku standardu złota). Te przykłady pokazują, że mówienie o ‚regulacji’ i ‚deregulacji’ ogółem jest zgubne i nieprecyzyjne – nie każda deregulacja jest zła i nie każda regulacja jest dobra; i na odwrót.”

  15. @Daniel

    „wolny rynek, ktory jest taka sama utopia jak „odwortne” ideologie, ktore tez sie nie sprawdzily.”

    Jeśli chodzi o utopie, to żyjemy w jednej z nich i ona się nie sprawdza. „Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie, gdyż jest czymś szalonym, utopijnym projektem, pomnikiem pychy lewicowych intelektualistów.” — Margaret Thatcher

    Poza tym ja proponuję przyjrzeć się fundamentom, na których opiera się współczesna utopia:

    http://www.jakubw.com/2010/08/dwadziescia-jeden-powodow-dla-ktorych.html

  16. „„Kiedy legislatorzy ustanawiają prawa kupna i sprzedaży, pierwszą rzeczą, która zostanie kupiona i sprzedana, będą legislatorzy”

    – P. J. O’Rourke”

    Widzisz kawador, nawet P. J. O’Rourke (kimkolwiek jest) przyznał mi rację.

  17. P. J. O’Rourke – współpracownik Cato Institute, autor „The Liberty Manifesto” z 1993 roku, to on wypowiedział słynne słowa, często cytowane potem w USA: „Nie głosuj! To tylko jeszcze bardziej nakręca tych drani”

  18. @kawador
    ” Te przykłady pokazują, że mówienie o ‘regulacji’ i ‘deregulacji’ ogółem jest zgubne i nieprecyzyjne – nie każda deregulacja jest zła i nie każda regulacja jest dobra; i na odwrót.” ”
    W tym sie zgadzamy. Mam jednak wrazenie, ze zwolennicy calkowitej deregulacji rynku nie rozumieja, ze zycie w spoleczenstwie zawsze oznacza zbudowanie pewnych regulacji (np. rozmaite kodeksy prawne, bez ktorych zylibysmy w dzikim swiecie).
    To mi takze przypomina spor z moim kolega. Otoz ja dla przykladu biore strone tych, ktorzy uznaja zniesienie ustawy Glass-Steagal za jeden z zasadniczych powodow ostatniego kryzysu, natomiast moj kolega uznaje, ze nie mialoby to znaczenia gdyby nie ograniczenia wprowadzone przez panstwo (np. gwarancje wprowadzane przez rzadowe Fannie Mae, Freddie Mac, itp.). Mozna sie latami spierac, czy mylimy przyczyne i skutek, a w miedzyczasie dopadna nas jeszcze trzy powazne kryzysy. Ja mam co stracic, wiec mam gdzies ideologie – interesuja mnie rozwiazania dzialajace w praktyce nawet, gdyby oznaczalo to znaczace „regulacje”, ktorych nie umiemy zdefinowac.

    @grudge
    „Po ocenie danielsa, moich postów, słabo widzę przyszłość kapitalizmu w naszym kraju.”
    Zbyt mocno akcentujesz slowa „dorobic sie bogactwa”, zebym mogl to traktowac jako „przyszlosc kapitalizmu w naszym kraju”. Byc moze to wynika z zasad jakie kazdy z nas wynosi z domu, ale pieniadze nie byly dla mnie nigdy produktem i celem mojej pracy – przychodzily jakby przy okazji. Rowniez zreczne zonglowanie cytatami nie powoduje, ze twoje argumenty staja sie jasniejsze i bardziej przekonujace.

    @kawador
    „Jeśli chodzi o utopie, to żyjemy w jednej z nich i ona się nie sprawdza. „Unia Europejska jest skazana na niepowodzenie”
    Zeby bylo jasne – nie glosowalem „za” (z roznych powodow) i nie jestem wielkim fanem UE mimo, ze musze przyznac, ze Polska sporo na czlonkowstwie zyskala. System Bretton-Woods nie przewidywal jednak waluty Euro, wiec dla przyszlosci swiata i tak duzo istotniejsza jest przyszlosc USD – waluty kraju, ktory pokazal swoja socjalistyczna twarz bardziej niz kraje UE. I nie jest rzadzony przez „lewicowych intelektualistów”.

  19. Daniels napisałem, że słabo widzę przyszłość kapitalizmu w naszym kraju dlatego że popierają go osoby, które nie rozumieją słowa pisanego.

  20. „To mi takze przypomina spor z moim kolega. Otoz ja dla przykladu biore strone tych, ktorzy uznaja zniesienie ustawy Glass-Steagal za jeden z zasadniczych powodow ostatniego kryzysu”

    Ja tylko przypomnę, że WSZYSTKIE kryzysy, jakie wybuchały, były tłumaczone przez etatystów zbyt małą liczbą regulacji. I zawsze wprowadzali więcej regulacji i potem wybuchały kolejne kryzysy. NIKT jeszcze nie powiedział „słuchajcie, a może tak damy sobie spokój i zostawimy ten syf samopas?”

    Nikt, nigdy nie miał jaj, żeby tak postawić sprawę. Czemu? Proste – ci ludzie muszą mówić, że niesprawiedliwość ma swoje źródło w nieokiełznanym rynku, a nie w próbach okiełznania rynku przez państwo; w przeciwnym razie nie mogliby przedstawiać swojej władzy jako jedynego remedium.

    A co do Glass-Steagal Act, stanowiska są tradycyjnie spolaryzowane. Wolnorynkowcy twierdzą, że utrzymanie tej ustawy i tak nie zapobiegłoby kryzysowi, z czym oczywiście nie zgadzają się etatyści, i tak to się kręci – słońce dookoła ziemi.

    http://monetaryfreedom-billwoolsey.blogspot.com/2009/10/crisis-and-glass-steagall.html

    http://lewrockwell.com/woods/woods183.html

    Znamienne jest to, że żaden z tych etatystów nic nie wie o kryzysie z lat 1920-21:

    http://mises.pl/blog/2011/11/21/video-woods-dlaczego-nigdy-nie-slyszeliscie-o-wielkim-kryzysie-roku-1920/

  21. Reisman powinien sie napic jakiegos dobrego Stocka, a potem zobaczyc ile zarabiaja Goldman Sachsy i inne cfaniaczki.

  22. Właśnie ujrzał światło dzienne przygotowany m.in. przez Krzysztofa Rybińskiego raport „Rola grup interesów w procesie stanowienia prawa w Polsce”, w którym to raporcie dokonano analizy 1366 ustaw, przeprowadzono także wywiady z wieloma osobami, które miały i mają istotny wpływ na stanowienia prawa w III RP. Więcej do poczytania na temat lobbingu oraz raport do pobrania stąd:

    https://libertarianizm.net/thread-2182-post-40194.html#pid40194

  23. Z raportu:

    „Najbardziej wpływową grupą interesów są pracownicy sektora publicznego. Dominują interesy administracji publicznej, następnie lekarzy, pracowników akademickich i nauczycieli. Do wpływowych grup interesów należą również rolnicy i zawody regulowane.”

  24. Nie to, że się czepiam, ale tak ogólnie i zupełnie bez żadnych przytyków. Siedzę sobie tu któryś dzień, któryś tydzień i tak już mniej więcej leci któryś tam rok: te same nicki, te same tony. Przepraszam Panowie, oczywiście doceniam dywagacje, ale oprócz gadania zajmujecie Wy się czymś, żeby pchać ten liberartariański wózek w naszym kraju trochę bardziej do przodu? Może szyderczo, bo i taka pora, ale pytam z troski. I o Was i o nas 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

  25. W krajach takich jak Rosja, czy Meksyk, nie wspominajac o krajach Afryki roznica w dochodach powiedzmy 10% najbogatszej czesci spoleczenstwa, do 10% najbiedniejszych jest jak kilkudziesiat do jednego. Nie sadze, aby w krajach z wysokim wskaznikiem tego typu zylo sie przyjemnie i zeby 99% korzystalo z bogactwa 1% (czego dowodzi Reisman, ktory za pewne nie chcialby w takich krajach zyc).
    Polska na tle „dzikiej” Rosji to ile pamietam poziom ok. 15:1, natomiast kraje takie jak Niemcy i inne przyzwoite zachodnioeuropejskie gospodarki to 5-8:1.
    W USA natomiast dochody poszczegolnych czesci spoleczenstwa ksztaltowaly sie w 2010r tak: http://i.imgur.com/8omCy.png – to z artykolu, polecanego przez Antony Muellera z mises.org, a ktory jest chyba calkowitym zaprzeczeniem tez Reismana: http://endoftheamericandream.com/archives/45-signs-that-america-will-soon-be-a-nation-with-a-very-tiny-elite-and-the-rest-of-us-will-be-poor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy