Rothbard: Socjalizm Nixona

6 sierpnia 2005 Historia polityki komentarze: 0

Autor: Murray N. Rothbard
Socjalizm Nixona
Tłumaczenie: Katarzyna Rybak

[Ten ważny esej został opublikowany na Forum Libertariańskim (Libertarian Forum, 1969-1984), którego pełne archiwum jest teraz dostępne na stronach Mises Institute. Ukazał się w styczniu 1971, przed kontrolą cen i płac wprowadzoną przez Nixona i przed wieloma innymi interwencjami z czasu jego prezydentury. Rothbard przewidział przyszły stan gospodarki Nixona pod każdym względem. Esej ten jest ważny również z innej przyczyny: republikański socjalizm, jak słusznie dostrzega Autor, przynosi profity konserwatywnemu elektoratowi, korzysta z cichego wsparcia konserwatywnych organów opiniotwórczych, a jest przy tym nie mniej socjalistyczny niż ten ukuty przez Demokratów, a prawdopodobnie nawet i bardziej. Patrz archiwa Libertarian Forum.]

Zwyczajowo na przełomie roku kontroluje się stan gospodarki i próbuje się przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Pomimo hurraoptymistycznego chóru[1] który dobiegał nas zewsząd przez ostatni rok, złożonego z „konserwatywnych” i „wolnorynkowych” ekonomistów-prostytutek pracujących dla administracji Nixona, możemy teraz stwierdzić z pewnością, że kondycja ekonomii jest zła i że się pogorszy.

W kampanii roku 1960 po raz pierwszy pojawił się dziwny fenomen „anarcho-nixonistów”; kilku moich przyjaciół, którzy służyli pomocą Dickowi Nixonowi i którzy zapewniali mnie, że Sprytny Dick zapewniał ich, że jest „z całego serca prawdziwym anarchistą”; po tym jak ustałyby naciski kampanii i Nixon objął prezydenturę, mieliśmy być świadkami marszu w stronę wolnego rynku i libertariańskiego społeczeństwa.

W kampanii roku 1968 anarchistyczny Nixonizm podwoił swoją intensywność i zapewniono nas, że Nixon był otoczony przez różnej maści Randystów,[2] libertarian, i wolnorynkowców powstrzymujących się już ostatkiem sił w oczekiwaniu na wprowadzenie w życie swych ideałów.

No dobrze, mieliśmy zatem dwa lata Nixonizmu i to co nas czeka to super-Wspaniałe Społeczeństwo – w rzeczywistości to, co obserwujemy, to największe pchnięcie w stronę socjalizmu od czasu Franklina Roosevelta. Nie jest to z pewnością marksistowski socjalizm, ale nie była nim również polityka FDR (Franklina Delano Roosevelta), jest to, jak dowcipnie wskazał J. K. Galbraith w Nowym Jorku (21 września), socjalizm wielkiego biznesu lub korporacjonizm państwowy, choć jest to w rzeczy samej dość nikłe pocieszenie.

Są jedynie dwie znaczące różnice w treści pomiędzy Nixonem a Kennedym wraz z Johnsonem (odkładając na bok czysto stylistyczne różnice pomiędzy spiętym WASPem[3], przyziemnym Teksańczykiem, i błyskotliwym Bostończykiem z wyższych sfer): (1), że marsz w stronę socjalizmu jest szybszy, ponieważ zęby konserwatywnej republikańskiej opozycji zostały już wyrwane, i (2), że „wolnorynkowi” konserwatyści, moszcząc się wygodnie u Władzy, w służbie Państwu zdradzili wszelkie cele, jakie jeszcze mogli mieć.

Mamy więc Paula McCrackena i Arthura F. Burnsa, zagorzałych przeciwników dyktowania „zaleceń” co do płac i cen i sterowania nimi gdy byli pozbawieni władzy, a teraz dążą gwałtownie w tym samym kierunku, nad którym tak poprzednio ubolewali.

I National Review, jadowici oponenci marszu w stronę etatyzmu za rządów Demokratów, radośnie podążają w tymże kierunku, nawet szybszym krokiem, za panowania ich przyjaciół Republikanów.

Pozwólmy sobie wymienić kilka bardziej znaczących znamion polityki Nixona – znamion, które nie spotkały się z krytyką nawet w konserwatywnej prasie. W roku 1970 miała miejsce nacjonalizacja całego kolejowego transportu pasażerskiego w kraju. Gdzie był wtedy konserwatywny okrzyk sprzeciwu? Była to oczywiście nacjonalizacja, którą koleje przyjęły z zadowoleniem, ponieważ oznaczała obarczenie podatników odpowiedzialnością za ponoszące straty przedsięwzięcie – co przypomina nam o pewnej mądrej definicji gospodarki faszystowskiej: gospodarki, według której wielki biznes zagarnia zyski podczas gdy płatnik ponosi ciężar strat.

Miało to miejsce również w walce Nixona o SST (Supersonic Transport[4]) rządowy projekt bez wartości użytkowej, w którym 300 milionów USD ma podążyć w ślad za poprzednimi 700 milionami USD pieniędzy podatników do worka bez dna na gigantyczne subsydia ekonomicznego bałaganu. Jedynym argumentem przeciw SST – otwarcie łupieżczym zamachem na podatnika, nie maskowanym najbardziej choćby lichą przykrywką „bezpieczeństwa narodowego” jako pretekstem – jaki są w stanie wynaleźć Bill i Jim Buckley to zanieczyszczenie środowiska.

Jedyna krytyka zasadza się na tym, że jeśli nie będziemy subsydiować SST, nasze linie lotnicze będą musiały kupić samolot od – o zgrozo! – Francji. Z argumentami tego typu oczywiście moglibyśmy równie dobrze zabronić importu w ogóle i dążyć do samowystarczalności wewnątrz naszych granic. Kwestia, jak wiele SSTów mogłoby być kupionych na niesubsydiowanym rynku jest oczywiście problematyczna, ponieważ linie lotnicze już w obecnym stanie ponoszą straty, wątpliwy zatem wielki zysk z opłat lotniczych szacowanych jako o 40% wyższe niż obecne stawki w pierwszej klasie.

I jest tu też wart 700 mln USD niezawoalowany podarek od rządu USA dla Lockheeda, by wiecznie utrzymać działalność tej rażąco jałowej i nieefektywnej ekonomicznie firmy.

I jest też agitacja za przyjazną nacjonalizacją Penn Central Railroad. Senator Javits już przebąkuje o legislacji służącej wspieraniu wszelkich przedsięwzięć ponoszących straty, co jest logicznym rezultatem obecnego trendu.

Nie zrobiono również użytku z planu administracji Nixona by oczyścić przemysł budowlany. Wielu ludzi drwi z rewizjonistycznego poglądu (głoszonego przez takich historyków Nowej Lewicy jak Ronald Radosh), że prozwiązkowe ustawodawstwo dwudziestego wieku zostało ustanowione na żądanie samego wielkiego biznesu, który poszukuje w wielkim, zjednoczonym, oczywiście obłaskawionym, związku zawodowym młodszego partnera w korporacyjnym zarządzaniu gospodarką narodową. A wszak Ustawa o pracownikach kolei z 1926 (Railway Labor Act), która w efekcie przymusowo uzwiązkowiła przemysł kolejowy w zamian za przymusowy arbitraż i politykę antystrajkową, została wprowadzona na żądanie przemysłu kolejowego, poprzedzając późniejszą politykę rynku pracy Nowego Ładu.

A teraz przemysł budowlany został uraczony przez administrację Nixona podobnym planem. Wszyscy członkowie obecnie niewielkich, ale nieznośnych i silnych związków zawodowych budowlańców mają być przymuszeni do przejścia w jeden wielki związek o szerokim zasięgu i wtedy być przedmiotem masowego przymusowego arbitrażu. Faszyzacja Ameryki postępuje szybko.

Na domiar złego Administracja przygotowuje dwa socjalistyczne „dobroczynne” środki o wielkiej wadze: jeden dalej socjalizuje medycynę poprzez wielkie „ubezpieczenie” medyczne na skalę narodową, które miałoby być opłacane przez łożących na ubezpieczenia społeczne przewlekle chorych ubogich lub niższą klasę średnią. I z pewnością jest tylko kwestią czasu dopóki katastrofalny plan Friedmana-Theobalda-Nixona gwarantowanego powszechnego rocznego dochodu zostanie przeforsowany w Kongresie. Ten plan dałby wszystkim automatyczne i łatwe prawo do roszczeń względem produkcji i tym samym katastrofalnie ograniczył motywację do pracy znaczącej części populacji.

Jeśli chodzi o cykl koniunkturalny, powinno być już dotąd oczywiste dla wszystkich, że Administracja, próbując subtelnie i ostrożnie „wybronić” nas od inflacji bez wywoływania recesji, wywołała efekt odwrotny, przynosząc ostrą ogólnonarodową recesję bez wywierania jakiegokolwiek godnego uznania wpływu na inflację cenową. Trwająca recesja inflacyjna – stanowiąca połączenie najgorszych cech depresji i inflacji – jest wielkim wkładem Nixona, Burnsa i Friedmana w amerykańską rzeczywistość.

Podczas gdy jest prawdą, że recesja była nieunikniona jeśli inflacja miała zostać zatrzymana, to trwająca inflacja nie była nieunikniona, gdyby administracja miała odwagę wprowadzić rzeczywiście „twardą” politykę monetarną.

Zamiast tego, po zaledwie kilku miesiącach powstrzymywania inflacji pieniężnej Administracja zaczyna w coraz większym stopniu otwierać monetarne zapory przeciwpowodziowe w mocno problematycznych wysiłkach wyciągnięcia gospodarki z recesji – podczas gdy jednocześnie nie potrafi dostrzec, że jednym pewnym rezultatem będzie zdwojenie się chronicznego wzrostu cen.

Ale obecnie administracja ciąży w stronę liberalnych[5] tez o monetarnej i fiskalnej ekspansji mającej na celu uleczenie recesji, podczas gdy prośbą i groźbą usiłuje wywrzeć presję na pracowników i pracodawców by nie zwiększali płac i cen – a polityka „wytycznych” lub „dochodowa” jest tylko o krok od kontrolowania płac i cen. Ta bezpośrednia interwencja miałaby spowolnić spiralę płacowo-cenową. W rzeczywistości bezpośrednia interwencja nie może spowolnić wzrostu cen, wywołanego czynnikami monetarnymi; może jedynie tworzyć przesunięcia (dyslokacje) i niedobory.

Wpompowywanie większej ilości pieniądza w nadziei na powstrzymanie inflacji, przy jednoczesnej bezpośredniej kontroli płac, jest bardzo podobne do próby wyleczenia gorączki za pomocą utrzymywania w dole słupka rtęci w termometrze. Nie tylko jest niemożliwe, by zadziałały bezpośrednie ograniczenia; ich stosowanie jest ostatnim krokiem na drodze do ekonomii totalitarnej, amerykańskiego faszyzmu. Czym, jeśli nie totalitaryzmem, jest wyjęcie spod prawa wszelkiego rodzaju swobodnej wymiany, każdej swobodnej sprzedaży produktu lub zatrudniania pracownika?

A jednak po raz kolejny Richard Nixon jest oddany swojemu credo liberalizmu wielkich przedsiębiorstw, bo bezpośrednie regulacje satysfakcjonują ideologiczne dogmaty liberała, jednocześnie będąc wymuszonymi przez wielkie przedsiębiorstwa w celu obniżenia nacisku płac na ceny sprzedaży, co zawsze pojawia się w ostatnim stadium boomu koniunkturalnego.

Podczas gdy możemy pewnie prognozować przyśpieszenie inflacji oraz dyslokacje płynące z bezpośrednich ograniczeń, nie możemy tak łatwo przewidzieć czy ekspansjonizm Nixona poprowadzi do natychmiastowego powrotu koniunktury. To jest problematyczne: z pewnością, w żadnym przypadku nie możemy oczekiwać żadnego rodzaju wybujałego rozkwitu koniunktury na giełdzie, bo w nieunikniony sposób zostałby on powstrzymany przez stopy procentowe, które pomimo propagandy administracji muszą pozostać wysokie tak długo jak trwa inflacja. Tak czy owak, ile więcej nixonowskiego „anarchizmu” może znieść wolność?


[1] W oryginale chóru Pollyanny. Pollyanna była bohaterką książki Eleanor Hodgman Porter pod tym samym tytułem i słynęła z optymizmu. (Wszystkie przypisy w niniejszym artykule pochodzą od tłumacza i redakcji.)

[2] zwolenników idei głoszonych przez Ayn Rand

[3] WASP – White Anglo Saxon Protestant – biały anglosaksoński protestant

[4] Transport Ponaddźwiękowy

[5] w znaczeniu amerykańskim „socjaldemokratycznych”.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Murray N. Rothbard

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *