French: Ceny złota i panika

18 stycznia 2011 Finanse komentarze: 47

Autor: Doug French
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Łukasz M. Woś
Wersja PDF
ceny złota
Przy cenach złota w okolicach 1400 USD za uncję wydaje się, że już wszyscy wskoczyli na wagonik z żółtym metalem. Guru inwestycji surowcowych Rick Rule ostatnio wypowiedział się o inwestycji w złoto, że „nie jesteśmy już osamotnieni w handlu złotem. Nie można tego nazwać działalnością przeciw trendowi, ani też działalnością niskiego ryzyka”.

Lecz kiedy Rule oraz tacy ludzie jak David Einhorn nie są osamotnieni w utrzymywaniu małych lub wielkich kwot w złocie, „Wall Street Journal” opublikował przewodnik inwestycyjny, w którym stwierdza, że „złoto nie jest źródłem użyteczności”. Doradca inwestycyjny Tim Medley twierdzi, że ludzie wymieniają dolary na złoto jedynie wtedy, kiedy się czegoś obawiają, co nie potrwa zbyt długo.

Medley jest w wystarczająco zaawansowanym wieku, aby pamiętać tłumy inwestorów na konferencjach finansowych w latach 80. słuchających prezentacji na temat zalet inwestowania w złoto. Pomimo tłumu inwestorów ceny złota silnie spadły i nie odbiły się od dna przez kolejne dwie dekady. Medley spodziewa się  zapewne, że to samo stanie się ponownie. „Stojąc przed wyborem pomiędzy popularnymi akcjami pierwszorzędnych spółek oraz złotem, w horyzoncie najbliższych pięciu do dziesięciu lat, jestem przekonany, że akcje dadzą lepszy wynik” — twierdzi Medley.

Poza przypadkami, kiedy jego klienci wyraźnie sobie zażyczą zakupu złota lub akcji spółek wydobywczych, Medley nie będzie tego robił, gdyż — jak twierdzi — „nie ma perspektyw organicznego wzrostu” dla złota.

Oczywiste jest, że złote monety i sztabki po cichu pokrywają się kurzem. Złoto nie ma pracowników, niczego nie wytwarza, nie wykazuje zysku i nie notuje strat. Żółty metal nikomu nie jest nic dłużny, ale jednocześnie nie nalicza odsetek.

Ale żeby twierdzić, że złoto nie jest źródłem użyteczności? Czas i historia mówią co innego. Murray Rothbard wymienił siedem niezbędnych cech pieniądza w trakcie wykładu o historii myśli ekonomicznej na University of Nevada w Las Vegas w 1990 roku. Aby rzecz była używana jako pieniądz, musi być:

1.        Przedmiotem powszechnego handlu

2.        Podzielna

3.        Trwała

4.        Powszechnie akceptowalna i rozpoznawalna

5.        Homogeniczna

6.        Wysokiej wartości na jednostkę wagi

7.        Stabilnej podaży

Złoto spełnia wszystkie siedem warunków. Jednakowoż, doradca inwestycyjny Medley wydaje się zrównywać dzisiejszy krajobraz makroekonomiczny z tym z 1980 roku, kiedy złoto dotknęło 850 USD za uncję, sądząc, że złoto ma już tylko z górki , dokładnie tak jak 30 lat temu.

Lecz przymyka oko na fakt, że wartość M2 wynosiła niespełna 1,5 biliona USD w styczniu 1980, tymczasem na koniec października tego roku przekroczyła 8,7 biliona USD. Dług w 1980 wynosił 909 miliardów USD, a w listopadzie tego roku 13,7 bilionów USD. Jako procent PKB dług w 1980 wynosił 33,4%, a dziś 93,2%.

15 lutego 1980 roku stopa dyskontowa wynosiła 13%, a pożyczki międzybankowe były oprocentowane na 14,5%, aby osiągnąć 20% w kolejnym roku. Dzisiaj stopa dyskontowa wynosi 75 punktów bazowych, stopa depozytowa Fed wynosi pomiędzy zero a ćwierć procenta.

Lecz kiedy polityka pieniężna Volckera spowodowała ogólnokrajowe protesty z powodu skutków wysokich stóp procentowych dla budownictwa i rolnictwa, powodując najazd zirytowanych i zbankrutowanych farmerów na traktorach na Waszyngton i zablokowanie budynku Eccles, Ben Bernanke zaprasza „60 Minut” do siedziby Fedu, aby przed kamerami zapewnić ludzi, że utrzyma stopy w pobliżu zera tak długo, jak będzie to konieczne.

Bernanke zapewniał publiczność, że Fed nie drukuje pieniędzy, jednak nie wyjaśnił skąd Fed ma zamiar uzyskać fundusze na wykup papierów skarbowych za 600 miliardów USD.

Rick Rule już zna odpowiedź. Nie tylko Fed tworzy pieniądze z niczego, aby skupować rządowe papiery. „Decyzja Europejskiego Banku Centralnego o naśladowaniu swoich amerykańskich kolegów jest równoznaczna z rządowym fałszerstwem” — twierdzi Rule.

W odpowiedzi na wymyślanie przez biurokratów z banków centralnych określeń typu „ilościowe luzowanie” (quantitative easing) właściciel Global Resource Investments podaje inną charakterystykę zjawiska: „Uważam to za formę oszustwa. Uważam, że drukują pieniądza, aby skupować obligacje, których nie byliby w stanie sprzedać”.

Tim Medley wierzy, że akcje sprzedawane są po atrakcyjnych cenach i mają szansę wynagrodzić inwestorów znacznymi zyskami; jednocześnie twierdzi, że zyski na złocie już się skończyły. Rule pamięta także rynek byków na złocie w późnych latach 70. i argumentuje, że obecnie nie mamy jeszcze do czynienia z „rynkiem echo”, takim jak wtedy:

W trakcie „rynku echo” zapłon może nastąpić na skutek kupowania ze strachu, tak jak to widzimy w tym momencie w przypadku złota, a pęd wytworzony przez strach, zachęca kupujących z chciwości. Pęd wytworzony przez kupujących z chciwości napędza więcej strachu i tak dalej.

 

Na podstawie wypowiedzi Bernanke w „60 Minutach”, trudno sobie wyobrazić, że jest za późno, aby się bać.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Doug French

Pozostałe wpisy autora:

47 Komentarze “French: Ceny złota i panika

  1. Inne rozumienie pieniądza:

    „In order for money to exist, three basic conditions must be met:
    a) money has to be a token currency (otherwise it would give rise to barter and not to monetary exchanges);
    b) money has to be accepted as a means of final settlement of the transaction (otherwise it would be credit and not money);
    c) money must not grant privileges of seignorage to any agent making a payment. [Augusto Graziani, The theory of the monetary circuit]”

  2. To mam rozumieć że te „warunki” uznania czegoś za pieniądz wymyślił Rothbard, a później socjaliści sobie trochę odjęli, czy może na odwrót?

  3. @jacek:
    Czy z tej definicji nie wynika, że „prawne środki płatnicze” nie są pieniądzem (ze względu na „seigniorage”)?

  4. Kluczową różnicą między definicjami Grazianiego a poglądami Rothbarda jest punkt a); wyznawcy „circuityzmu” odbierają złotu i srebru miano pieniądza (bo jest operacyjnie nierozróżnialne od barteru) i stwierdzają, że pieniądz pojawia się dopiero jako obiekt całkowicie innej natury – abstrakcyjny. Pogląd ciekawy i kontrowersyjny (niejasne jest np., czy pieniądz w sensie teorii obiegu może powstać na wolnym rynku).

  5. Stwierdzenie, że „złoto nie jest źródłem użyteczności” jest prawdziwe tylko po części. Kariera tego kruszcu jako przedmiotu powszechnego pożądania rozpoczęła się tysiące lat temu dlatego że już wtedy ze złota wytwarzano pewien produkt który ulegał zużyciu. Możni tego świata chcieli mieć złota jak najwięcej by mogli ów elitarny produkt wytwarzać dla siebie w jak największych ilościach (i zużywać). Jest prawie pewne że wciąż, tak jak od wieków i tysiącleci, niektórzy królowie, arystokracja i najbogatsi wytwarzają i zużywają ten produkt – nie chwaląc się plebsowi.

  6. @Adam Sawicki
    Nie bardzo wiem co „socjaliści” mają do tematu artykułu.

    @Paweł
    Który pieniądz ma pan na myśli? Obecnie zdecydowana większość pieniądza na świecie jest tworzona poprzez kreację kredytu w bankach, natomiast banki formalnie nie mają prawa do tworzenia pieniądza na własne potrzeby, a dla mnie to właśnie znaczy warunek c).

    @panika2008
    Pełna zgoda.

  7. kilka uwag. Po pierwsze myślę, że co do ceny złota Medley może mieć rację. Też odbieram obecny kurs jako wynikający z zawyżonego popytu. Poza tym, wartość złota może się zwiększyć jeśli: wzrośnie jego wykorzystanie – np wrocimy do złotego standardu pieniężnego (mało prawdopodobne, aczkolwiek korzystne dla wszystkich), zmniejszy się podaż (jest stabilna) lub wzrośnie zapotrzebowanie w przemyśle. Zauważcie jak podkręcają popyt ekonomiści głównego nurtu. Poczytajcie teksty typu „tylko głupcy nie inwestują teraz w złoto”. Przewidywania przyszłych cen są trudne i obarczone możliwością błędu, tym niemniej wydaje się, że dużo większe szanse wzrostu ma np. srebro. Z tego co wiem, spada jego wydobycia, wzrasta zapotrzebowanie w przemyśle a do tego cena jest niska w porównaniu z poprzednimi latami. Najtrudniejsze pytanie na które można próbować odpowiedzieć brzmi: co pozwoli przechować wartość w momencie kryzysu? Czy będzie to złoto? Czy w razie kryzysu finansowego, którego mamy prawo oczekiwać będzie to najpewniejsza inwestycja? Odpowiedź brzmi tak, pod warunkiem, że wrócimy do standardu złota a to jest mało realne ze względu na znaczne korzyści czerpane z obecnego systemu pieniężnego przez najsilniejszych graczy. Na rezultacie, którym są cykle i zachwiania tracą najwięcej przeciętni i ubodzy wyborcy. Jeśli zaś nie wróci system złotego pieniądza, to złoto będzie tym czym jest obecnie.

    Co do uwag Rothbarda: to czym są obecnie środki płatnicze? Ma rację, iż pieniądz wyewoluował pod określonymi warunkami spontaniczie. Jednak to co mamy obecnie z powodu narzucenia siłą pełni rolę pieniądza. I szczerze mówiąc, nikt z nas nie wzgardzi tymi środkami płatniczymi póki można za nie kupować dobra i usługi. Stąd uważam tą dyskusję o pieniądzu za czysto teoretyczną. Wiemy jakie sa skutki pieniadza fiducjarnego i oecnego systemu, jednak korzystamy z narzuconego siłą systemu do momentu aż się rozpadnie całkiem i nie podniesie..

  8. „Ma rację, iż pieniądz wyewoluował pod określonymi warunkami spontaniczie”, nie, nie ma racji. Przynajmniej nie, jeśli chodzi o standard złota czy też ogólniej system monetarny na Zachodzie od średniowiecza.

  9. standard złota wyewoluował spontanicznie – wyjaśnia to teoria regresji. Złoto jako dobro użytkowe zostało przyjęte (wcześniej też funkcjonowały inne dobra jako pieniądz) jako dosyć powszechny standard określania wartości i pośredniczenia w transakcjach. Z kolei pieniądz fiducjarny narzucił rząd nie mogąc wywiązać się ze swoich zobowiązań

  10. ad 10 Panice2008 chodzi chyba o to, że już w średniowieczu pojawiały się prawa narzucające pewne rozwiązania monetarne i nacjonalizujące produkcję pieniędzy (wczesne legal tender laws itp.). Nie sądzę jednak, by samo używanie złota i srebra jako pieniędzy narodziło się mocą państwowego dekretu. Raczej państwa zaczęły ingerować w istniejący, spontaniczny system, choć stało się to bardzo wcześnie. Mimo wszystko do początków XX wieku system monetarny był silnie rynkowy, w porównaniu z dzisiejszymi standardami prawie że wolnorynkowa anarchia 🙂

  11. ad 14
    Normalni ludzie używali raczej tzw. czarnego pieniądza, coś w rodzaju miedziano-srebrnej monety zdawkowej rzekomo wymienialnej na srebrną. Towar ma być powszechnie akceptowany, by był pieniądzem. Myślę, że ludzie przyjęliby złoto. Teza o powszechności nie oznacza jedyności, to chyba jasne.

  12. ad 15
    Zgodnie z teorematem regresji złoto było powszechnie akceptowanym (co nie jest równoznaczne z używanym w codziennych transakcjach) środkiem wymiany a wpierwej towarem zwykłym. ad 17 możesz rozwinąć?

  13. @panika
    to po co królowie używali złota/srebra do wyrobu przymusowych środków płatniczych, nie lepiej było użyć żelaza albo czegoś bardziej dostępnego?

  14. Teoria (twierdzenie o) regresji nie dowodzi, że standard złota wyewoluował spontanicznie. Jest to niedorzeczne.

    System monetarny nie był prawie nigdy silnie rynkowy. Przez większość XIX w. w USA obowiązywał bimetalizm z korygowanym stosunkiem złoto-srebro i wymuszonym poziomem rezerw obowiązkowych.

  15. ad 20
    Musi najpierw być towarem, potem dopiero pieniądzem. Tak jest też w Twoim przykładzie – najpierw jest wybawieniem od wyjazdu na północ (jakkolwiek dziwny to towar) i dopiero na tej podstawie zaczynają się ustalać relacje wymienne z innymi towarami. Jak stanie się powszechnym środkiem wymiany, to będzie się o nim pieniądz mówić.

  16. @panika
    żarty sobie robisz? a może dlatego bo królowie nie chcieli okradać swoich poddanych i dlatego wybrali metal którego ilość się nie zmieniała? 🙂
    a może bardziej prawdopodobne wytłumaczenie jest takie że rzadkie metale były używane jako pieniądz, zanim jeszcze władza monarchów rozrosła się na tyle aby mogła decydować of formie pieniądza.

  17. Poza tym trudno uważać garstkę transakcji (głównie nieruchomościowych, okupy, trybuty itd) wśród bogatych ludzi za powszechność obiegu monetarnego… Normalni ludzie (ogromna większość) używali srebra, szczególnie przed późnym średniowieczem w Europie, gdzie złota naprawdę ciężko było uświadczyć na oczy. Do tego były (rozpowszechnione w późnym średniowieczu) różne kwity powszechnie cyrkulujące w kręgach kupieckich (bo tylko głupi by po średniowiecznych traktach podróżował z większą ilością monet).

    Poza tym samo to, że – poniekąd spontanicznie, powiedzmy – funkcjonowały równolegle i trwale jako pieniądz zarówno srebro, jak i złoto przeczy pewnym formom austriackiej teorii genezy pieniądza (jakoby pieniądzem był ten jedyny towar, który zdobywa prymat – no bo skoro były dwa towary… plus jeszcze te kwity…).

  18. @MB (13) – i tu jest subtelny pies pogrzebany. Bo spojrzenie na historię taką, jaka była w rzeczywistości, troche komplikuje sprawy, nieprawdaż? Nie można powiedzieć np. że zgodnie z teorematem o regresji używanie złota zdobyło prymat – bo zwyczajnie tak nie było…

  19. No chodzi o tą konstatację że pieniądz musiał mieć kiedyś, kiedykolwiek wartość wolnorynkową (cokolwiek to znaczy) sam w sobie (cokolwiek to znaczy). Prosta konstrukcja temu przecząca: państwo rozdaje 1 stycznia swoim niewolnikom po 100 kwitów „legal tender, blablabla, JFK był zajebistym prezydentem a ten papier jest nie do podrobienia”. 2 stycznia wchodzi w życie ustaw(k)a, że kto do końca roku nie zapłaci po 1 kwicie podatku od hektara ziemi, ten jedzie na bezpłatną wycieczkę na północ połączoną z intensywnymi ćwiczeniami przy budowie paru fajnych kawałków infrastruktury. Tada! Nagle rolnicy posiadający 100, 200 czy 500 hektarów odkrywają, że te śmieszne kwitki (Judenfetzen von Warschau) mają dla nich OGROMNĄ realną wartość.

  20. Nota bene nie wydaje mi się żeby ten opis był bardzo odległy od genezy większości współczesnych walut fiat, które wykuwały się z reguły w ogniu wojny lub rewolucji.

  21. Widocznie tak było w ich mniemaniu taniej (ekonomicznie, polittycznie). Potem relacje na świecie się pozmieniały i widocznie teraz taniej jest rządzić fiatem.

  22. Poza tym dawniejsza władza była nieporównywalnie słabsza, mniej dominująca i totalitarna, niż dzisiejsza. Prawdopodobnie po prostu królowie nie daliby rady egzekwować prawa wymuszającego obieg fiatu (bo bunt wasali i główka leci). Co się sprowadza do kosztu polityczno-ekonomicznego.

    Takie moje zdanie, nie twierdzę że to poprawna analiza, bo problem jest ewidentnie b. skomplikowany.

  23. Nie, nie jest towarem; jest wręcz antytowarem – gdyby nie to, że emituje go rząd, to byłby nieważny (każdy sąd pod nieobecność odpowiedniego prawa o legal tender uznałby to za wymuszenie i anulował). Towar to coś, co funkcjonuje bez przymusu na wolnym rynku – obiekt wymiany. Gdyby przyjąć Twoją definicję, to pojęcia towar i przedmiot wartościowy z definicji się zlewają, więc dyskusja nie ma sensu (bo jak argumentować, że pieniądz nie musi być towarem? musiałoby to implikować, że może nie mieć wartości).

  24. Tamten tak (i nie powstał, tylko miał korzenie; od czasu, jak w ten biznes weszli władykowie przestał być jakoś nadzwyczajnie wolny i spontaniczny). Dzisiejszy raczej kompletnie albo prawie kompletnie nie.

  25. @24. Panika2008

    przypominam sobie taką dyskusję z Walterem Blockiem, który opowiadał o seminarium, które odbywa się w Loyola College, gdzie Block uczy.

    W wyniku dyskusji tamtejsi freemarketerzy (Block, Barnett, D’Amico, Lavendis etc.) doszli do wniosku, że Misesa trzeba czytać podobnie do tego, jak postulujesz:

    bez „heroicznego” wysiłku ze stron władz, wmuszenie ludziom fiatu, którego wcześniej nie skonstruujemy na bazie commodity money jest skrajnie, ale to skrajnie kosztowne.

    Kłóci się to nieco z Twoją interpretacją, że teraz mamy fiat dlatego, że zmieniły się warunki polityczne, a analiza Mengera-Misesa jest ahistoryczna. A kłóciłoby się w tym sensie, że nawet gdyby warunki zmieniłyby się wcześniej, to i tak łatwiej jest przeprowadzić hijack waluty „prywatnej”, oprzeć na niej noty bankowe, a potem zerwać z wymienialnością.

    A co do „antytowaru”, to sprawa jest chyba jednak prosta: nie da się wprowadzić do obiegu czegoś, co nie będzie miało dla ludzi jakiejś subiektywnej wartości. To miał na myśli Mises.

    Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że np. doradztwo w unikaniu podatków nie ma wartości dlatego, że tylko istnienie państwa konstytuuje jego wartość?

  26. Oczywiście musiałbym solidnie popracować nad moją wiedzą historyczną, żeby uprawdopodobnić hipotezę „prawdziwy fiat” (bez związku z historycznymi towarami, barterem i pieniądzem towarowym), tymniemniej na pewno w tej koncepcji nie ma żadnych błędów teoretycznych, pasuje ona jak ulał do aprioryzmu misesowskiego i szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego Mises nie widział tego, że pasuje.

    „nie da się wprowadzić do obiegu czegoś, co nie będzie miało dla ludzi jakiejś subiektywnej wartości” – w tym brzmieniu teza ta jest banalna; to oczywiste że bez subiektywnej wartości nie istnieje wymiana…

    Mam wrażenie że ta dyskusja schodzi zdecydowanie za bardzo na ontologię 😉

  27. Faktycznie, druga teza jest banalna. I chyba tak samo nadział się na to Mises – że państwo nie może wyprodukować fiatu, który nie będzie poparty czymś co subiektywnie cenią – np. wolnością osobistą. A to wynika z definicji pieniądza.

    Czyli co, mały przypis do paradygmatu? Wmuszanie „prawdziwego fiatu” zbyt kosztowne w porównaniu do alternatywy…

  28. I jeszcze ad 15.

    Czyli można by chyba powiedzieć, że zgodnie z teorematem regresji nie wprowadzono nigdy pieniądza, który nie był oparty na czymś, czym ludzie wcześniej handlowali, lub ew. czego nie pokochali od pierwszego wejrzenia (vide szklane koraliki wciskane jakimś tam ludom gdzie szkła nie znano)

  29. @ panika2008
    Teoremat regresji nie jest „w sposób oczywisty nieprawdziwy”. Teoremat mówi, że, aby coś zaczęło funkcjonować jako pieniądz, wcześniej na to coś musiał był istnieć popyt (niemonetarny).

    Dlatego Twój przykład jest chybiony. Jeśli te kwitki nie miały wcześniej żadnego oparcia na towarze, to nie będą tak ad hoc funkcjonować jako pieniądz. Po prostu ludzie będą mieć trzymać kwitki i w tych kwitkach będą płacić podatki, a pieniądzem nadal będzie złoto 🙂
    Albo, tak jak zaznaczył to MB, najpierw stanie się towarem i uzyska, jak to ujął Hulsmann, „the value of not getting into trouble with the police”, a dopiero później ew. stanie się pieniądzem. Warto zacytować szerzej Hulsmanna: „But this observation only confirms our point that paper money is not a market phenomenon. It
    cannot flourish in the fresh air of a free society. It is used only when police power suppresses its competitors, so that the members of society are given the stark choice of either using the government’s paper money or forgoing the benefits of a monetary economy altogether.

    Polecam całość: http://igenekelly.com/docs/The%20Ethics%20of%20Money%20Production.pdf

    Co do współwystępowania srebra jako pieniądz, pozwolę zwrócić sobie Twoją uwagę na pewien aspekt. Otóż, austriacy mówią o tym, że na wolnym rynku istnieje TENDENCJA do ustanowienia tylko jednego towaru jako pieniądz. To znaczy, że ów PROCES może trwać. Srebro było wygodniejsze po prostu w drobnych transakcjach, co neutralizowało chwilowo niewygodę współwystępowania dwóch pieniędzy. Przy obecnych, zaawansowanych elektronicznych ułatwieniach w obrocie pieniądzem („electronic techniques of dealing with money”) uważam, że ta tendencja byłaby jeszcze wyraźniejsza.

    Pozdrawiam

  30. @Arkadiusz Sieroń, ad „Po prostu ludzie będą mieć trzymać kwitki i w tych kwitkach będą płacić podatki, a pieniądzem nadal będzie złoto”, proszę przestać palić to, co Pan pali i rozejrzeć się dookoła jak wygląda rzeczywisty świat. To wystarcza do obalenia Pana naiwnej koncepcji.

  31. ad „neutralizowało chwilowo niewygodę współwystępowania dwóch pieniędzy”; ciekawą ma pan definicję „chwilowo” – parę tysięcy lat…

  32. @ panika 2008

    Proszę Pana, najpierw tworzy Pan hipotetyczny model, a następnie stwierdza, że moja krytyka jest niewłaściwa, gdyż nie odnosi się do rzeczywistego świata.
    Jakiś absurd!
    Nie moja wina, że Pana model jest mało precyzyjny. W szczególności nic nie pisze Pan o tym, że owe kwitki byłyby JEDYNYM legalnym środkiem płatniczym. Nie pisze też Pan, czy funkcjonował jakiś pieniądz wcześniej, czy mamy do czynienia z barterem.
    Jeśli funkcjonował, a owe kwitki nie mają statusu jedynego legal tender (o czym Pan NIE WSPOMINA), to najpewniej ludzie wciąż będą używać obecnie istniejącego pieniądza.
    Co innego, gdyby wprowadzanie tych kwitów oznaczało jednocześnie delegalizację innych środków wymiany. Wtedy można przyjąć, że będzie tak, jak opisał to MB.
    PS Prosiłbym o trzymanie dyskusji na poziomie. W szczególności nie życzę sobie, aby wtrącał się Pan do tego, jakich używek powinienem używać, a jakich nie.
    Pozdrawiam

  33. Ostatecznie rozumiem, panie Arkadiuszu, że pana teza jest taka, że wszyscy będą mieli pokitrane na poddaszach stosy rządowego papieru czekając z zapartym tchem na dzień zapłaty podatku, a handlować między sobą będą dalej złotem.

    Zupełnie odwrotnie niż się to obserwuje.

    Zupełnie odwrotnie niż postuluje prawo Kopernika-Greshama.

  34. @ panika 2008
    Prawo Kopernika-Greshama mówi o tym, że pieniądz o sztucznie zawyżonej wartości wypiera pieniądz o sztucznie zaniżonej wartości.
    Jeśli zaś Pan jeszcze tego nie zauważył, to powtórzę: kwity nie stałyby się pieniądzem.
    A więc prawo K-G nie wchodzi tutaj w grę.
    [Zakładam, że w opisanej przez Pana gospodarce funkcjonuje już jakiś pieniądz, którego władza nie delegalizuje – ale może myślał Pan o innym modelu?]
    Najpierw coś musi funkcjonować jako pieniądz, a dopiero potem władza „zatwierdza” to jako legal tender.
    Proszę mi podać przykład pieniądza wprowadzonego przez rząd, który wcześniej nie miał oparcia w jakimś towarze (albo w walucie, która miała takie oparcie).
    Pozdrawiam

  35. Ale dlaczego uważa Pan, że kwity nie stałyby się pieniądzem?

    Przykład takiego pieniądza: polski złoty, wprowadzony w 1950.

  36. Ale banknoty z 1950 zostały wprowadzone w oparciu o wcześniej istniejące pieniądze (które były wymieniane na te nowe w ustalonej ilości) – także odpada (bo da się wyśledzić powiązanie z poprzednią walutą, tej z jeszcze poprzednią, aż w końcu dojdziemy do pieniądza towarowego).

    Dlaczego kwity nie stałyby się pieniądzem?
    Bo w analizowanym przykładzie państwo rozdaje ludziom pewne dobro, a następnie każe płacić w tym dobru podatki. Tyle. Nie zakazuje wymian w innym pieniądzu. A jeśli nie zakazuje, to na wolnym rynku papierowe kwity nie „pokonają” pieniądza towarowego, jeśli chodzi o lepsze pełnienie funkcji pieniądza.
    Pozdrawiam

  37. @43, stare pieniądze zostały unieważnione i wprowadzone nowe. Rozumując w Pana sposób (że da się wyśledzić związek jednego z drugim) doszlibyśmy do wniosku, że współczesne Benjaminy mają oparcie w rzymskich denarach… trochę to naciągane.

    „papierowe kwity nie „pokonają” pieniądza towarowego” – no chyba że są trochę wygodniejsze w użyciu i przypadkiem przez pewien czas mają w miarę stabilną wartość. Poza tym prawo Greshama-Kopernika, demonetaryzacja i tezauryzacja kruszców itd itp.

  38. Proszę Pana, nowa waluta musi opierać się poprzedniej, gdyż nie da się wprowadzić pieniądza ex nihilo – z tej prostej przyczyny, że nie dałoby się określić ad hoc jego wartości – zgodnie z teorematem regresji.

    „„papierowe kwity nie „pokonają” pieniądza towarowego” – no chyba że są trochę wygodniejsze w użyciu i przypadkiem przez pewien czas mają w miarę stabilną wartość. Poza tym prawo Greshama-Kopernika, demonetaryzacja i tezauryzacja kruszców itd itp.”

    Pan myli ciągle podstawowe pojęcia! W tym przypadku myli Pan pojęcie „pieniądza” z pojęciem „substytutu pieniądza”! Ponieważ, jak Pan to określił, papierowe kwity są wygodniejsze w codziennych transakcjach, dlatego zaczęły funkcjonować, ale JAKO SUBSTYTUTY PIENIĄDZA.
    Przypomnę, że prawo G-K nie stosuje się do relacji pieniądz-substytut, przykro mi.
    Papierowe kwity, owszem, mogą stać się pieniądzem, ale wyłącznie w wyniku interwencji państwowej!
    Pozdrawiam

  39. „nie dałoby się określić ad hoc jego wartości – zgodnie z teorematem regresji.” – gdyby to była prawda, to nie dałoby się wprowadzić na rynek żadnego nowego towaru. Albo więc „teoremat regresji” jest nieprawdziwy, albo wyciąga Pan z niego złe wnioski.

    „myli Pan pojęcie „pieniądza” z pojęciem „substytutu pieniądza”” – a niechże Pan sobie to nazywa nawet marsjańską manną, fakt że tym się płaci w sklepie, tym się płaci podatki, w tym się dostaje wynagrodzenie itd.

    „Papierowe kwity, owszem, mogą stać się pieniądzem, ale wyłącznie w wyniku interwencji państwowej” – nie no, serio? Sam bym na to nie wpadł.

  40. „„nie dałoby się określić ad hoc jego wartości – zgodnie z teorematem regresji.” – gdyby to była prawda, to nie dałoby się wprowadzić na rynek żadnego nowego towaru”
    chyba Pan nie rozumie teorematu regresji. ale nie ma sensu tego ciągnąć.

    „„myli Pan pojęcie „pieniądza” z pojęciem „substytutu pieniądza”” – a niechże Pan sobie to nazywa nawet marsjańską manną, fakt że tym się płaci w sklepie, tym się płaci podatki, w tym się dostaje wynagrodzenie itd.”

    tym cytatem dowodzi Pan, że nie ma Pan z ekonomią nic wspólnego, opierając się jedynie na tym, co Pan widzi i na technicznych podobieństwach. W ekonomii zaś liczą się subiektywne wartościowania jednostek i właśnie z tego względu celowe jest wyróżnienie takich kategorii analitycznych jak pieniądz – i jego substytuty.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy