Cwik: Dlaczego stymulacja wydatkami rządowymi to nie jest dobry pomysł?

23 maja 2020 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 0

Autor: Paul Cwik
Źródło: fee.org
Tłumaczenie: Przemysław Rapka
Wersja PDF

Czeki stymulacyjne zostały wypisane i wygląda na to, że zostaną wypisane kolejne. Za każdym razem, gdy mamy do czynienia z recesją albo spowolnieniem gospodarczym, klasa polityczna zaczyna wołać, że „musimy stymulować gospodarkę”. Dlaczego jednak do tego nawołują? Ponieważ są altruistami? Politycy to tacy sami ludzie, jak ty i ja. Przede wszystkim dbają o swój interes. Oczywiście możemy dostrzec pojedyncze wyjątki tu i tam, jednak politycy są ulepieni z tej samej gliny, co pozostali ludzie. Najważniejszym zadaniem dla polityka jest być ponownie wybranym w wyborach, a jest to znacznie prostsze do osiągnięcia, gdy wyborcy są zadowoleni. Innymi słowy, jeśli gospodarka jest w dobrej kondycji, to szansa na reelekcję jest znacznie większa, więc nie jest zaskoczeniem, że politycy chcą stymulować gospodarkę, zwłaszcza w okresie wyborów.

Problem

To pragnienie bycia ponownie wybranym prowadzi do pytania: „Jaki jest najlepszy sposób na pobudzanie gospodarki?”. Wskaźnikiem opisującym gospodarkę w najbardziej ogólny sposób jest Produkt Krajowy Brutto (PKB). Mierzy ilość dóbr i usług finalnych sprzedanych na danym obszarze geograficznym w konkretnym przedziale czasowym. PKB można mierzyć na trzy sposoby: metodą wydatkową, metodą dochodową, i metodą wartości dodanej. Z tych trzech metod najpowszechniej wykorzystuje się metodę wydatkową. Wylicza się ją poprzez zsumowanie wydatków konsumpcyjnych (C), inwestycyjnych (I), rządowych (G) i wydatków na dobra eksportowane pomniejszone o wydatki na dobra importowane [eksport netto] (NX). W podręcznikach często pojawia się równanie PKB = C + I + G + NX.

Zdecydowanie największy udział ma konsumpcja. Konsumpcja stanowi dwie-trzecie wszystkich wydatków, co oznacza, że mała zmiana w wydatkach konsumpcyjnych będą miały znaczny wpływ na PKB. Załóżmy, że PKB wynosi 100 dolarów, a konsumpcja 66,67 dolarów. Jeśli nastąpi spadek wydatków konsumpcyjnych o 10 procent (0,1 * 66,67 dolarów = 6,67 dolarów), to nadrobienie tego spadku wymaga, by inne składowe PKB wzrosły o 20 procent (0,2 * 33 dolary = 6,67 dolarów). Ujmując to inaczej — konsumpcja ma dwukrotnie większy wpływ na PKB, niż pozostałe składowe razem.

Oto krótkie podsumowanie tego rozumowania. Kiedy politycy chcą być ponownie wybrani, to skupiają się na gospodarce. Kiedy klasa polityczna przygląda się gospodarce, to zwraca uwagę na PKB. Największą składową PKB stanowią wydatki konsumpcyjne. Najszybszym sposobem na zwiększenie PKB jest zrobienie tego poprzez konsumpcję. Jednak jeśli konsumpcja spada, to potrzeba silnego bodźca, aby pozostałe składowe wypełniły powstały ubytek. Dlatego najpopularniejszym działaniem rządów jest pobudzanie konsumpcji.

Szersze spojrzenie

Niestety to rozumowanie nie porusza wszystkiego, co istotne. Jak wytłumaczył Henry Hazlitt w Ekonomii w Jednej Lekcji, musimy patrzeć szerzej.

Ekonomii można nauczyć się w ciągu jednej lekcji, a tę lekcję można wyrazić w jednym zdaniu. Sztuka ekonomii to nie tylko patrzenie na natychmiastowe, ale i na odległe efekty każdego działania i polityki; to śledzenie wpływu tej polityki nie tylko na jedną grupę ludzi, ale na wszystkie grupy.

Czego brakuje? Zignorowano źródło stymulacji. Skąd rząd bierze środki, którymi chce zwiększyć PKB? Ktoś może powiedzieć, że przyzna je Kongres. Ktoś inny powie, że System Rezerwy Federalnej po prostu „dodrukuje” pieniądze. Jednak to jest jedynie skupianie się na pieniądzu, dolarach. Pieniądz jest środkiem wymiany. Pieniądz łączy to, co ja produkuję z tym, co ty produkujesz. Pieniądz nie jest źródłem wartości. Aby znaleźć odpowiedź na nasze pytanie, musimy pogłębić nasze dociekania.

Potężne elity (media, politycy itd.) chcą, abyś wyobrażał sobie osobę wlewającą wodę (dodającą wartość) do przeciekającego zbiornika. W miarę jak dolewa ona wody, media skupiają się na pluskającej wodzie i komentują, jak to wspaniała woda napełnia zbiornik. Jednak jeśli zrobimy krok w tył i spojrzymy szerzej, to zauważymy, że człowiek ten napełnia wiadro z jednej strony zbiornika, tam, gdzie ona wycieka, po to, by obiec zbiornik i z powrotem wlać tę wodę do środka. Jakby tego było mało, nieszczęśnik po drodze w pośpiechu rozlewa wodę. Ten proces nie dodaje jakiejkolwiek wartości i prawdopodobnie tylko pogarsza całą sytuację.

Kiedy rząd wydaje pieniądze, to zaledwie dokonuje transferu. Przenosi wodę z jednego końca zbiornika na drugi, marnując w trakcie całego procesu jej znaczną część. Ten transfer jest oczywisty, jeśli nakładane są podatki. Jest to również oczywiste, gdy rząd pożycza pieniądze, ponieważ ludzie widzą wielkość długu, jaki będzie musiał być spłacony. Jednak gdy rząd transferuje bogactwo za pomocą inflacji, to czyni to w sposób pośredni i niezrozumiały dla wielu osób. Gdy ceny zaczynają rosnąć, odpowiedzialnością mogą być obarczone kozły ofiarne.

Inflacja

Czym jest więc inflacja? Ponownie zróbmy krok w tył i spójrzmy szerzej na problem. Kiedy rośnie ilość jabłek, to co dzieje się z ich ceną? Spada. Jeśli rośnie ilość samochodów, koszul, czy jakiejkolwiek innej rzeczy, to czy ich ceny również spadają? Oczywiście, że tak. Co się stanie, jeśli zwiększymy ilość dolarów (proces ten określa się mianem ekspansji monetarnej)? Czy cena dolarów również spadnie? Tak. Cenę dolara (czy któregokolwiek pieniądza) określa się mianem siły nabywczej pieniądza. W miarę jak rośnie ilość dolarów, siła nabywcza każdego dolara spada. To oznacza, że potrzebujemy więcej dolarów na zakup innych dóbr. Innymi słowy na początku mogliśmy kupić galon mleka za trzy dolary, a po ekspansji monetarnej będziemy potrzebować więcej dolarów (może 3,25 albo 2,5 lub 4 dolary), aby kupić następny galon. Ten wzrost cen określa się mianem „inflacji”. Najistotniejsze jest to, że im więcej dolarów zostanie wykreowanych, tym bardziej spada wartość każdego dolara. Wraz z postępem ekspansji monetarnej, jak przetrzymujesz dolary, wartość tych dolarów spada.

Niektórzy mogą cieszyć się ze spadku wartości, ponieważ „bardziej zaboli to bogatych”. Ale nie tak szybko! Trzymający swoje bogactwo w dolarach z pewnością stracą najwięcej — to są wielcy przegrani. Jednak bogaci nie przechowują swojego bogactwa w formie gotówki. Zamiast tego przechowują swoje bogactwo w aktywach denominowanych w dolarach, jak akcje czy obligacje. To oznacza, że w miarę spadku wartości dolara ceny ich aktywów rosną wraz ze stopą inflacji.

Źródło bogactwa

Rząd nie tworzy bogactwa. W najlepszym razie jedynie je przenosi i, niestety zbyt często, przy okazji „rozlewa je” — marnuje — w tracie pobierania podatków i wydawania środków. Jedynie sektor prywatny może tworzyć bogactwo. Jednak dlaczego tak jest? Dlaczego rząd nie może również tworzyć wartości i bogactwa?

Aby znaleźć na to odpowiedź, musimy zastanowić się nad źródłem bogactwa. Wartość jest tworzona przede wszystkim na dwa sposoby: handlem i stosowaniem prawa przewagi komparatywnej.

Handel tworzy wartość, ponieważ jesteśmy różnymi ludźmi. Każda osoba ma unikalne gusta i preferencje. Te gusta i preferencje są niezależne, czyli nikt nie może ci powiedzieć, co masz lubić, oraz subiektywne, czyli nikt nie jest w stanie czytać ci w myślach i zmierzyć, jak bardzo coś lubisz. Najlepiej zilustrować to na przykładzie. Załóżmy, że mam jabłka, a ty masz borówki. Dlaczego mielibyśmy się wymienić? Powodem jest nierówna wartość. Gdybyśmy oboje wartościowali wyżej borówki bardziej od jabłek, to nie doszłoby do wymiany. Gdybyśmy oboje wartościowali wyżej jabłka od borówek, to również nie doszłoby do wymiany. Osobiście wymienię się, jeśli wyżej cenię to, co otrzymam (borówki) od tego, co oddaję (jabłka). Ty też wymienisz się tylko wtedy, gdy otrzymasz to, co wyżej wartościujesz (jabłka) od tego, co oddajesz (borówki). Ponieważ wartości tych rzeczy nie są dla nas takie same, to pozwala nam oddać coś o mniejszej wartości i wymienić na coś o większej wartości. Obie strony wygrywają. Obie strony zyskują. Powstała wartość.

Drugi sposób tworzenia wartości przez rynek jest nieco bardziej skomplikowany. Wynika z prawa przewagi komparatywnej. Najlepsze wyjaśnienie tego prawa przeczytałem w monografii Manuela Ayau’a pt. Not a Zero Sum Game. Prawo to skupia się na minimalizacji kosztu alternatywnego. Kiedy minimalizujemy koszt alternatywny, to maksymalizujemy również nasze przychody.

Prawo przewagi komparatywnej pokazuje, że jeśli tylko jedynym czynnikiem, jaki zmieniamy, to ilość czasu wykorzystywanego na poszczególne czynności, a pozostałe czynniki są niezmienne (np. całkowity czas pracy, wykluczenie uczenia się w celu zwiększenia indywidualnej produktywności, brak postępu technologicznego itd.), a następnie rozdzielimy zadania między osoby i wprowadzimy specjalizację pracy w celu zminimalizowania kosztów alternatywnych, to jesteśmy w stanie wyprodukować więcej towarów. To prawie jak magia. Tutaj możecie obejrzeć film, który wykorzystuję w trakcie swoich zajęć. Myślę, że prawo przewagi komparatywnej może być najtrudniejszym konceptem do zrozumienia w całej ekonomii, ale warto zapoznać się z nim, ponieważ pokazuje, w jaki sposób rynki są w stanie wytworzyć większą wartość od włożonego wysiłku. Wartość jest tworzona.

Nieefektywne pobudzanie rządowe

Zatoczyliśmy koło. Stymulacja przez rzad nie jest rozwiązaniem, ponieważ nie powoduje i nie może spowodować wzrostu gospodarczego. Gdyby wzrost wydatków wystarczał do spowodowania wzrostu gospodarczego, to każdy rząd byłby w stanie osiągnąć ogromny wzrost gospodarczy. Wenezuela byłaby krajem niesłychanie bogatym, a nie obrazem nędzy i rozpaczy. Związek Sowiecki nie tylko wciąż by istniał, ale wszystkie państwa świata by mu zazdrościły. Historia pokazuje nam raz po raz nieskuteczność bezmyślnych wydatków rządowych.

Wielu inteligentnych ludzi zostaje zwiedzionych na błędną ścieżkę — poszukując możliwości pobudzenia gospodarki, patrzyli bardzo powierzchownie na problem. Widzą PKB, wydatki konsumpcyjne i bezrobocie. Dostrzegają jedynie końcowe efekty działalności gospodarczej. Nie patrzą na głębsze zależności między źródłami wartości i bogactwa. Nie patrzą wystarczająco szeroko, przed czym przestrzegał Hazlitt. Takie powierzchowne rozumowanie ekonomiczne skutkuje nieprzemyślanymi rządowymi wydatkami stymulującymi, które skutkują inflacją. Niestety Hazlitt miał rację, gdy stwierdził, że „Lekcja inflacji zostanie wkrótce zapomniana. Najwyraźniej każde pokolenie musi się jej nauczyć”. Zapoznając się z takimi poważniejszymi koncepcjami, jak prawo przewagi komparatywnej, będziesz w stanie uniknąć tych błędów i rozsądnie argumentować przeciw bezmyślnej polityce.

Źródło ilustracji: Adobestock

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Paul Cwik

O Autorze:

Paul Cwik

Dr. Paul F. Cwik wykłada ekonomię i finanse na University of Mount Olive, a także prowadzi zajęcia z „podstaw kapitalizmu i wolnej przedsiębiorczości” na North Carolina State University. Swoje prace publikował w wielu czasopismach, m.in. w: Economic Affairs, The Quarterly Journal of Austrian Economics, New Perspectives on Political Economy: A Bilingual Interdisciplinary Journal i Business Ethics: A European Review. Jest także recenzentem w: Essays in Economic and Business History i The Quarterly Journal of Austrian Economics.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *